DŁUGOTRWAŁE ZAFLEGMIENIE U DZIECKA, CZYLI O TYM CO POMOGŁO I CO DOLEGAŁO MOJEMU DZIECKU

23:45

Długo zbieram się do napisania tego postu, ale odkąd Fabiś wyzdrowiał po półrocznym (!) zaflegmieniu koniecznie muszę Wam napisać o tym, co mu dolegało. Nie pomogły wizyty u lekarza specjalisty a zwyczajna matczyna czujność i wujek gugl. Uwierzycie? Ale zacznijmy od początku.





Wszystko zaczęło się dość "niewinnie". Pewnego wieczoru Fabiś zaczął mieć suchy, szczekający kaszel. Zaczęło go przyduszać. Skończyło się na tym, że rano wylądowaliśmy w dyżurującej przychodni (akurat był weekend). Oczywiście dostaliśmy nebulizacje, antybiotyk. Po kilku dniach przeszło. I po tygodniu w żłobku znowu wróciło. Tym razem kaszel był mokry, słychać było flegmę. Lekarz POZ stwierdził, że jest to kaszel brzmiący, jak alergiczny, a do tego zapalenie oskrzeli, więc dostaliśmy skierowanie na szpital. Uparłam się jednak, że jeśli się da, to szpital chcemy uniknąć. W związku z tym trafiliśmy na wizytę prywatną do Pulmunologa. Dostaliśmy sterydy w nebulizacjach, steryd do nosa, antybiotyk. Przeszło. Po czym po dwóch tygodniach wróciło w jeszcze większej sile. Lekarz POZ rozkładał bezradnie ręce i przekazał nas pod poradnię pulmunologiczną. Badania krwi, rentgeny płuc, ciągłe sterydy w nebulizacjach, leki na astmę, odczulacze, syropy wykrztuśne... A Fabiś coraz bardziej śpiący, osowiały, z sińcami pod oczami. Załamywałam z bezradności ręce.




I załamywałam się coraz bardziej, bo leków była ogromna ilość, kilka razy dziennie. Po pewnym czasie było ich tak dużo, że Fabiego od tej ilości zaczął boleć brzuch. Nic nie pomagało, zaflegmienie było ogromne, a ja nie mogłam mu pomóc. Googlowałam, szukałam.... 

Aż w kupce zaczęła nam się pojawiać żywa krew. Najpierw sądziłam, że ma to związek z zatwardzeniami, które syn ma od dość długiego czasu. Jednak zaczęło mnie niepokoić, że pojawia się także przy miękkim stolcu. Zaniepokojona poszłam z dzieckiem do lekarza POZ. Zasugerowałam, że może to pasożyty, na co lekarz stwierdził, że raczej nie. Zaczęłam następnie opowiadać, że w stolcu zaczęła pojawiać się żywa krew. Dlatego lekarz postanowił jednak wprowadzić leki odrobaczające, bo żywy kolor krwi jest sygnałem owsicy. Zaniepokoił się również faktem, że jesteśmy razem zaflegmieni i mamy podobne objawy w tym samym czasie. Dlatego syn dostał lek lżejszy, a ja mocniejszy, żeby to na mnie testować co się dzieje.

W aptece wybrałam leki i zostałam poinstruowana przez panią farmaceutkę, że kurację odrobaczającą najlepiej zacząć przeprowadzać podczas pełni księżyca. A do pełni brakowało 5ciu dni, więc stwierdziłam, że zaczekamy. Bo skoro tyle czekaliśmy, to kolejne dni nas nie zbawiały.


No i nadeszła w końcu ta oczekiwana pełnia. Fabiś dostał swój syrop, a ja zaczęłam brać tabletki. I już wieczorem okropnie zaczął boleć mnie brzuch, a bolał prawie całą kurację. Natomiast Fabi... Oddał stolec z mnóstwem białych obłych robaczków - ewidentnie owsików. Dlatego po dwóch tygodniach powtarzaliśmy kurację, w celu całkowitego odrobaczenia.

Wierzcie lub nie, ale od tamego czasu Fabiś nie kaszle, zaflegmienie zupełnie zniknęło. To samo u mnie. Zniknęły sińce pod oczami, dziecko ożywiło się, ma energię i chęci do zabawy. Zrezygnował całkowicie z dziennej drzemki, a jeszcze miesiąc temu spał po 3-4h w ciągu dnia! Do tego bardzo skoczył rozwojowo, zaczął mówić wyraźnie, zdaniami, słowa wypowiada bardzo ładnie. 

Mam wrażenie, że to pasożyty spowodowały nie dość, że osłabienie organizmu, to zahamowanie rozwoju na pewien czas. Pewnie organizm skupiał się na walce z nimi. Dlatego pluję sobie w brodę, że od razu nie skojarzyłam faktów.

Zapytacie gdzie Fabi złapał owsiki? Jedynym miejscem jest żłobek. Skupisko dzieci, prowizoryczna higiena... Dlatego Fabiś został z niego wypisany, a pod kwestią zapytania stoi posłanie go do przedszkola. Bo teraz musimy odbudować odporność.

I kto by pomyślał, że winowajcą były robale... Nawet nie chcę sobie wyobrażać ile tam ich miał brrrrr...


Zobacz również

0 komentarzy

Subscribe