Witaj szkoło!

14:48

Post miał pojawił się na weekendzie, ale nie mogę skupić się na nauce, więc piszę dziś :) Pochwalę się, a co :D
Za nami pierwszy dzień w żłobku. Bałam się go okrutnie... Rano był problem z dobudzeniem śpiocha (bo usnął po 23), ale jak usłyszał, że idziemy do dzieci, to migusiem wstawał. Zjedliśmy śniadanie, obejrzeliśmy bajkę i poszliśmy na umówioną 9:30. 

W planie było, że Fab zostaje na pół godzinki i zje zupkę (podawaną o 10) po czym idziemy do domku. Doszliśmy do żłobka, odnaleźliśmy nasz znaczek, przebraliśmy buty i Fab zaczął płakać, bo chce na pole ;) Ale zaraz drzwi się otworzyły, wyszła pani, zobaczył dzieci na sali i... dziecko nawet się na mnie nie obejrzało tylko poszło. Byłam tak zdziwiona, że nie miałam czasu się smucić! Za jakieś 10 minut słyszę, że drzwi od sali się otwierają, a tu wychodzi z nich sam Fabiś. Otworzył sobie drzwi, jak gdyby nigdy nic :D Ale pani go dojrzała i wrócił na salę. Zjadł zupę, wyszła pani i stwierdziła, że Fabiś dalej się bawi. No to został w sumie 1,5h. Wyszedł na moją prośbę. Uśmiechnięty, szczęśliwy, opowiadając że bawił się autkami i jadł zupkę. 

Nie płakał, tylko raz się zasmucił, bo dziewczynka cały czas płakała... Jestem z niego ogromnie dumna! Wyszliśmy i poszliśmy jeszcze na plac zabaw. Dobrze, że nie poszedł na dłużej. Lepszy niedosyt niż przesyt. Ciekawe teraz jak będzie jutro :)


Zobacz również

10 komentarzy

Subscribe