Polska polityka karmienia piersią

23:49

Wyobraźcie sobie, że posiadacie prawdziwe złoto - lek, który chroni przed chorobami cywilizacyjnymi, który posiada ponad 300 witamin, który jest najzdrowszy i najłatwiej przyswajalny dla naszego ciała, oraz który jest za darmo. Każda mama chciałaby mieć taki lek, który może podać swojemu dziecku.
I mamy go - w naszych piersiach. Tylko w dzisiejszych czasach jest on po prostu nie doceniany.

Kobiecy pokarm jest dostosowany do potrzeb naszych dzieci. Zmienia się wraz z potrzebami żywieniowymi. Podczas chorób matki czy dziecka są w nim immunoglobuliny, które wspierają odporność, walkę z chorobą. Pokarm kobiecy może stanowić pełny posiłek, a może być tylko okazją do zaspokojenia pragnienia dziecka lub jego potrzeb związanych z poczuciem bliskości.

Przemawia na korzyść, prawda?

Więc dlaczego w dzisiejszych czasach tak mało kobiet karmi piersią? Bo taka jest polityka karmienia... Już na samym początku mlecznej drogi jesteśmy zasypywane złymi informacjami. Począwszy od rodziny, a kończąc nawet na personelu medycznym. Ile razy słyszałyście, że dziecko płacze, bo jest głodne? A ile razy lekarz stwierdzał za małe przyrosty i kazał dokarmiać? Nigdy tego nie zrozumiem.

W szczególności ciężko jest mi zrozumieć dlaczego lekarze nie dokształcają się w kwestii kp. W końcu mają służyć nam, matkom pomocą i wsparciem oraz fachową wiedzą. A większość z nich, to za przeproszeniem konowały, które gówno wiedzą i odbierają dzieciom to, co dla nich najlepsze - a matkom siłę do karmienia. Bo skoro lekarz, wyrocznia mówi, to widocznie tak jest. GÓWNO PRAWDA. W dzisiejszych czasach o kp najwięcej można się dowiedzieć od doradczyń laktacyjnych i liderek lll. To one mają ogromną wiedzę i to one mogą służyć radą dotyczącą karmienia piersią, nie lekarz nie znający i nie chcący znać faktów o karmieniu. Sama już na początku byłam namawiana na dokarmianie syna. I to już w szpitalu. Następnie położna przychodząca do domu kazała mi dokarmiać dziecko mm, bo przecież samą piersią się nie naje. Najadał się, bo na początku dziecku wystarczają niewielkie ilości mleka.
W Polsce siatki centylowe są przystosowane jedynie do dzieci karmionych mieszanką, dlatego właśnie bardzo często maluszki kp są na w okolicy 3 centyla. Lekarze zamiast się edukować w tej kwestii i sprawdzać siatki dzieci kp, wolą wciskać mieszankę. A przecież dzieci karmione naturalnie przybierają skokowo...

Druga ważna sprawa, to brak wsparcia rodziny. Jestem w stanie zrozumieć to, że nasze babcie i mamy nie mają takiej wiedzy o kobiecym pokarmie jak my. Teraz wiedza poszła bardzo do przodu i znamy wszelkie korzyści płynące z karmienia. Ale czy nie słyszałyście od swoich znajomych, że karmienie jest obrzydliwe? Że nie karmią, bo nie miały pokarmu? Że pokarm im się spalił? Dużo jest takich mitów, które wciąż się szerzą. A pomyśleć, że przecież jest internet i są mądre publikacje. Sama wiele razy słyszałam, że mam wodę w piersiach i dziecko się nie najada, że mam za chudy pokarm, później gdy przyszły kolki, że mam za tłusty pokarm i muszę przejść na mm. I komu było wierzyć? ;) Sobie i swojemu instynktowi.

Kobiet, które nie mogą karmić jest niewielki procent na całym świecie. W większości przypadków nie mogą karmić ze względów medycznych (choroby, przyjmowanie leków). Cała reszta kobiet jest po prostu... Wprowadzana w błąd. Wielki i kosztowny dla naszych dzieci błąd. Już na starcie w szpitalu dzieciom wpychają wodę z glukozą lub mm. Już na starcie świeżo upieczona mama jest zdana sama na siebie. Od położnych słyszy, że dziecko głodne, że trzeba dokarmiać. Nie wierzy w siebie. A tuż po porodzie dziecko jest w stanie najeść się ilością mleka odpowiadającą łyżeczce od herbaty
W domu też nie ma łatwo - mąż i rodzina wmawiający - po co się męczyć, lepiej podać mm - i kobieta słucha. Dziecko się rozleniwia, nie chce już ssać piersi. A później "nie miałam pokarmu". Pokarm jest, tylko on zaczyna się w naszej głowie. Jeśli wierzymy i chcemy aby karmienie się udało, to wszystko jest możliwe. Musi być jednak impuls w głowie i przystawianie dziecka. Bo to poprawnie ssące brodawkę dziecko wysyła sygnał, że jest potrzebne mleko.

Płaczące dziecko nie zawsze oznacza, że jest głodne. A to próbują nam wmawiać. Wyobraźcie sobie, że wyrywają Was z domu, który jest dla Was oazą spokoju. I rzucają w miejsce gdzie jest głośno, zimno, gdzie ubrania drapią, gdzie nie słychać kojących szumów z łona mamy. Tej mamy, która Was nosiła 9 miesięcy pod sercem. Właśnie to odczuwa dziecko - inność, bezsilność, strach przed tym. Dziecko musi powoli się do tego przyzwyczaić. Dlatego wisi na cycu, dlatego płacze. Pierś jest właśnie oazą bezpieczeństwa, bo czuć zapach mamy, bo słychać bicie jej serca, które zna i kocha.
Dziecko ma bardzo silny odruch ssania, więc butlę z mieszanką szybko złapie i wybąbla całe 30 ml. Jest wtedy spokojne. Czemu? Bo jest po prostu zapchane mieszanką, która jest ciężkostrawna. Wyobrażacie sobie w żołądek o pojemności ok. 10 ml wlać 30 ml mm? To tak, jakby Wam kazano zjeść pół kilograma kleiku. Nie byłybyście ociężałe, ospałe?

A teraz wyobraźcie sobie, że zamiast milionów wydawanych na reklamy mm rząd daje te pieniądze na promowanie karmienia naturalnego. Że macie zagwarantowaną fachową wiedzę w tym zakresie. Że położne w szpitalu pomagają Wam dostawiać dziecko. Że w razie problemów laktacyjnych macie wsparcie doradczyń, darmowe. Że dzięki temu dacie dziecku wszystko to, co najlepsze możecie mu dać? Mam świadomość tego, że udało by się większości kobiet karmić. Że nie miałyby żalu do siebie, bo im się nie udało.

Wiecie czemu Wam nie udało się karmić piersią? Bo nie ma odpowiedniego wsparcia młodych mam. Dlatego nie warto kłócić się o to, że mm też jest dla dzieci. Bo jest, ale nigdy nie będzie tak zdrowe i dobre jak kobiecy pokarm. Jednak warto pamiętać, że mogło Wam się udać. A nie stało się tak, bo w dzisiejszych czasach temat karmienia piersią jest spychany na bok...


_______________________
Post ten nie miał na celu atakowanie mam karmiących mieszanką. Są to jedynie moje odczucia związane z polityką karmienia w Polsce.
*źródło zdjęcia edziecko.pl

Zobacz również

28 komentarzy

  1. To co piszesz to niestety prawda... Na szczęście nasza pani dr pediatra nigdy nie miała zastrzeżeń do wagi syna i nigdy nie usłyszałam od niej, że powinnam dokarmiać dziecko, panie pielęgniarki w naszej przychodni też mi kibicowały, nawet ostatnio byłam to mi się pani spytała czy dalej karmię (syn niedługo kończy 2 lata) po czym powiedziała "i bardzo dobrze!" :) Ale faktycznie początki były bardzo trudne, nie mogłam liczyć na pomoc w szpitalu, tam właśnie od razu idzie butla w ruch - często nawet nie informują o tym... Do tego otoczenie... Ile ja się nasłuchałam, ale teraz po tych prawie 2 latach chyba już się wszyscy z tym pogodzili ;) Dodam tylko, że razem ze mną 3 inne dziewczyny w rodzinie zostały mamami, dwie nawet miesiąca nie karmiły... Myślę, że za szybko się poddały, za łatwo uwierzyły tym "mądrym głowom" (jedna właśnie odpuściła bo lekarz tak jej powiedział, druga bo pokarmu mało). Jest tak jak mówisz karmienie zaczyna się w głowie, ja się uparłam i mi się udało, ale nie było łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, niestety w Pl jest tak a nie inaczej. Ja rodziłam synka za granicą i przed porodem miałam bezpłatne "szkolenie" na temat karmienia, tzn. jak przystawiać, jak dziecko powinno chwycić pierś, bo nie samą brodawkę itp. A po porodzie co karmienie mogłam polegać na położnej która pomogła również przystawić dziecko, żeby komfort miała również matka. I robiła to bez gadania czy psioczenia, bez warczenia na matkę że nie umie, bo przecież ona ma się nauczyć, nikt nie wie wszystkiego od razu, dlatego cierpliwości wszystko przyjdzie z czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A jeszcze dodam, że chyba najczęstsze pytanie na tym etapie na którym jesteśmy to czy mnie dziecko nie gryzie ;) to też podają za powód do rezygnacji...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Mnie sie nie udalo sie karmić piersią pomimo ze od początku ciąży nie widzialam innej możliwości...dlatego byla to dla mnie ogromna porazka:( dlatego ten wpis mnie lekko zabolal. Bo rzeczywiście odebralam go jako krytykę swojej osoby.Temat karmienia dziecka pozostawiam każdej matce, bo kazda matka wie co jest dla dziecka najlepsze ale jednoczesnie nie zawsze możemy dać dziecku tego wszystkiego co bysmy chcieli.
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie krytykuję w nim żadnej mamy, a jedynie to że nie mają potrzebnej pomocy aby karmić naturalnie

      Usuń
  5. do gryzienia dodam jeszcze "karmisz takie duże dziecko? fuj"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mówienie do dziecka "be cycuś, fu, wypluj". Przykra codzienność

      Usuń
  6. A ja Cię chyba zaskoczę, bo prawie wszystkie kobiety które znam i "znam" karmiły piersią. Lub jeszcze karmią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super! W moim otoczeniu niestety jest przewaga mm, co świadczy o tej właśnie opisanej przeze mnie polityce

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Karmię Julka już 9 miesiąc i miałam chwile załamania. Byłam tym zmęczona i myślałam o odstawieniu ale on nie chce ciągnąc butli i nie byłoby możliwości podać mu mm dlatego to przetrwałam i już nie stresuje się a karmię tyle ile on chce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem zwolenniczka kp , ale nie do końca zgadzam się z tym co napisałaś. Czytałam już wiele na ten temat i z tego co widzę nie da się napisać tak, żeby nie urazić rzadnej ze stron.Tak już jest. No i faktycznie w pl wiedza ta kuleje, ale i tak myślę, że kp więcej mam niż w uk, w którym reklamy mleka modyfikowanego podkreślają, że mleko matki jest najlepsze. Mama karmiaca mm :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam na celu urazić kogokolwiek. Chciałam jedynie pokazać, że wiele mam przez brak wsparcia personelu medycznego i rodziny przeszła na mieszankę. A niby w szpitalach jest nastawienie na kp, a gdy przyjdzie co do czego, to radź sobie sama, albo położna podaje mm żeby mieć spokój...

      Usuń
    2. Ja wiem bo trochę cztam o Was. Na dzień dzisiejszy mnie napewno nie uraziłaś, ale wiem jak czułam się czutając takie teksty ponad rok temu. Dziś wiedząc, że moje dziecko poza drobnym przeziebieniem nigdy nie by chory , nie czuję się winna. Takie życie. Kp jest the best może powinnaś częściej o tym pisać, jak o Waszej codzienności, to może jest droga, żeby Ludzi przyzwyczaić do widoku mam karmiących.

      Usuń
    3. Bo żadna mama nie powinna czuć się winna! Jednak na pewno powinna się zmienić otoczka związana z kp, kobiety powinny mieć wiedzę i wsparcie. A nie tak jak w dzisiejszych czasach - "radź se sama". Mam nadzieję, że ta kwestia poprawi się w niedługim czasie :)

      Jeśli mi się uda wygospodarować troszkę więcej czasu, to postaram się szerzej poruszyć temat kp na blogu :))

      Usuń
  10. a moja mała wychowała się na mm niestety. próbowałam, chciałam, ale nie wyszło karmienie naturalne.Mam wklęsłe sutki więc mała sobie nie radziła,,, na pomoc położnych nie miałam co liczyć-ochoczo dawały butle. Ja walczyłam o każdy łyk "mojego mleka",, mała darła się wniebogłosy i jedyne co słyszałam w szpitalu to : "pani ją uspokoi bo gorączki dostanie i dłużej zostaniecie". Wcześniej byłam załamana tym stanem rzeczy a i otoczenie też nie wspierało, nie raz słyszałam próbuj naturalnie...bedzie zdrowa i silna a guzik prawda karmiłam mm i też jest zdrową i silną dziewczynką...nie ma co słuchać innych...wsłuchajcie się w siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy wklęsłych sutkach potrzebna jest odpowiednia metoda karmienia i ogromne wsparcie. Wiele mam ma ten problem i wielu się udaje! :)

      Usuń
  11. Ja mam zupełnie inne doświadczenia. Wszyscy oczekiwali że będę karmić piersią. Jak dowiadywali się że nie karmie, zabijali mnie wzrokiem, jak bym umyślnie krzywdziła swoje dziecko. Chciałam je karmić piersią ale nie mogłam. Dziecko potrafiło trzy godziny jeść bez przerwy i się nie najadało. Ja przeżywałam katorgę bo czułam się winna, ona przezywała katorgę bo była głodna. Dla czego miałam męczyć nas oboje. Wybrałam mniejsze zło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd pewność, że się nie najadało?

      Usuń
    2. są dzieci które wiszą na piersi nie z głody ale z potrzeby ssania /bliskości/stresu czy inny podobnych potrzeb, są kobiety które potrafią się poświęcić i pozwalają na pierś przez połowę doby (znam osobiście) a sa takie które przez to dają butelkę (znam osobiście) taki czas nie trwa wiecznie i warto go przeczekać

      Usuń
    3. A no właśnie, nikt nie informuje matek o tym, że tak może być i że to jest normalne. Trzeba ten czas przetrwać, bo nie trwa wiecznie. Jeżeli dziecko moczy pieluszki i przybiera na wadze, to znaczy, że się najada. Płacz dziecka nie jest równoznaczny z głodem - ale o tym jest w notce.

      Usuń
    4. Ta pewność wynika z tego że po tylu godzinach ciągle płakało i domagało się jedzenia. Wydaje mi się że dzieci które potrzebują bliskości jednak można na chwilkę odstawić od piersi i nie powoduje to ,,głodowego,, płaczu. I nie chodziło mi tu aby naskakiwać na matki karmiące piersią, a przedstawić swój punkt widzenia. Ja nie spotkałam się z tym by ktoś namawiał mnie na karmienie butelką, a odwrotnie. Byłam za to przez sporą ilość osób obwiniana że jestem złą matką. Karolina pisała że rzadko ale że trafia się że kobiety nie mogą karmić. Proszę mi uwierzyć że starałam się karmić piersią i nie przeszłam od razu po powrocie ze szpitala na butelkę. Próbowałam różnych pozycji do karmienia, nakładek laktacyjnych, spuszczać pokarm z piersi (po 2 godzinach ciągłego spuszczania miałam zaledwie 30 ml). Na początku butelka była tylko dodatkiem na wieczór (mniejsza ilość pokarmu niż zalecana). Powoli jednak dziecko wolało butelkę ale do puki chciało pić z piersi to karmiłam.

      Usuń
    5. u mnie było podobnie. Nastawiłam się w ciąży, że będą karmić dziecko piersią jak najdłużej się da. Tymczasem karmiąc piersią i ściągając pokarm miałam go coraz mniej, a potrzeby dziecka coraz większe. Czasami siedziałam z laktatorem i mimo, że nic nie leciało, to pobudzałam piersi do produkcji mleka. Potem synek się rozchorował i pierś odrzucił całkowicie. Butla i mm tak, a każde przystawienie do piersi kończyło się krzykiem (próbowałam i na głodniaka, i najedzonego, i płaczącego - było jeszcze gorzej). Jak wyzdrowiał próbowałam nadal przystawiać (oczywiście w międzyczasie laktator i ściąganie choćby minimalnej ilości pokarmu), ale było to samo jak w czasie choroby.
      Nie lubię krytykowania matek karmiących piersią zbyt długo i matek karmiących mm. To jest wybór każdej z nas.
      Poza tym jak widzę na przykładach z otoczenia, to dzieci karmione piersią częściej chorują niż te karmione mm....akurat tak się ułożyło

      Usuń
  12. Ja chciałam kp, bardzo. Robiłam to przez 2 miesiące. Niestety musiałam przejść na mm i to właśnie dlatego, że moja córka miała wzdęcia, kolkowe kupki i bolał ją brzuszek, mimo, że jadłam tylko to, co kazał pediatra. Moja córka urodzona z niską wagą- a była po terminie - chciała jeść cały czas i dużo, a mojego mleka było za mało. To stwierdzenia położnej, ale niestety i moich odczuć. Karmiłam na żądanie, cały czas praktycznie "wisiałam na piersi", a córka płakała. W późniejszym okresie gryzła mnie,wiła się, płakała,gdy ją karmiłam. Dodatkowo czułam ból biustu, nie mówię o brodawkach, lecz całej piersi w środku...:/ Po przejściu na mm, moja córeczka od razu się uśmiechała, była radosna, nie płakała i wcale nie spała. Morał był jeden - w końcu była najedzona. Dlatego chyba nie zawsze pokarm mamy jest taki super (przecież nie ma w nim, np. wit k, a w mm jest). Nie jestem zwolenniczką karmienia sztucznego, ale mam szczęśliwe dziecko i sama jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad 1. Wszystkie witaminy (w tym również k) znajdują się w kobiecym pokarmie i nie trzeba ich dodatkowo suplementować.
      Ad 2. Suplementacja witaminą K i D może powodować kolki/bóle brzuszka, o czym pediatrzy oczywiście nie informują matek.
      Ad 3. Mój syn nawet nie pozwalał na odłożenie do wózka podczas spaceru, pierwsze 3 miesiące był non stop przy piersi, to minęło. Są dzieci, które bardzo potrzebują bliskości mamy, tutaj pomaga chustowanie. A są takie, które zjedzą i od razu idą spać. To całkowicie normalne.
      Ad 4. Gdyby położna miała zapewnione przez rząd kursy doszkalające w kwestii kp, to w momencie, gdy zauważa małe przyrosty masy powinna sprawdzić technikę ssania dziecka. Być może ból piersi wynikał właśnie ze złej techniki i zbyt płytkiego/głębokiego łapania sutka.
      Ad 5. W kwestii tych nieszczęsnych 30 ml polecam przeczytanie - http://www.hafija.pl/2013/10/uniwersalny-przyrzad-do-mierzenia-ilosci-mleka-w-piersi.html

      Proszę nie traktować tego jako atak. Rozumiem Pani sytuację. Każda mama pragnie przecież wszystkiego co najlepsze dla dziecka. Jednak być może jakaś mama, która ma podobny kryzys to przeczyta i będzie miała szansę nadal karmić :)

      Usuń
  13. Ja karmiłam piersią przez 13 miesięcy, tyle ile właśnie chciałam. Jestem ogromną zwolenniczką karmienia piersią, tęsknię za moim małym "cycozordem" słodko przysypiającym przy piersi, ale teraz moja córeczka w wieku Twojego synka jest w moich oczach już małą dziewczynką- w pełni odpieluchowaną, odbutelkowaną i z każdym dniem coraz bardziej samodzielną i nie wyobrażam sobie żebym miała ją teraz karmić. Mała mi nie choruje- może te 13 miesięcy wyłącznego kp wystarczyły żeby zbudować jako taką odporność? Tamten piękny okres zostawiliśmy dawno za sobą i wkraczamy w nowy.
    Jestem wdzięczna swojej pani dr, bo przy każdej wizycie kontrolnej, szczepieniu- wspierała mnie bardzo w decyzji dalszego karmienia. Raz w wieku 9 miesięcy kiedy wróciłam do pracy miałam chwilę załamania i chciałam odstawić- ale Pani dr skutecznie ustawiła mnie do pionu i na szczęście zmieniłam zdanie.

    Przy Michalince miałam totalnie bezproblemowe kp- żadnym problemów od samego początku, wszystko książkowe. Mam nadzieję, że przy drugim dziecku też tak będę miała, bo to najpiękniejszy okres jaki może być :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja wsród moich koleżanek jestem wyjątkiem karmienia .
    Kochałam teksty pt"jeszcze karmisz ?! Przecież ma juz rok "
    Karmilismy sie 16 miesiecy ja Jaska mlekiem a on mnie szczęściem, że było mi dane karmić ;)

    Ps. W szpitalu musiałam podpisać papier, że nie zgadzam sie na dokarmianie ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Karmiłam 22 miesiące. Wszystkie koleżanki zapewniały mnie, że im dłużej będę karmiła tym trudniej małej będzie pożegnać się z mlekiem mamy. "Prognozy" nie sprawdziły się. Wiele razy słyszałam od osób postronnych komentarze typu "przecież to sama woda", "karmienie wyjałowi cię całkowicie" itp itd Choć córka pożegnała się z piersią, mnie czasami nachodziły wątpliwości czy to nie za wcześnie. Pozdrawiam wszystkie mamy - Marta

    OdpowiedzUsuń

Subscribe