Nasza pierwsza daleka podróż i... choroba lokomocyjna

12:55

Jakiś czas temu pojechaliśmy z Fabiniem w pierwszą długą podróż, do stomatologa. Czekało nas dokładnie 225 km drogi. Z domu wyruszyliśmy o 7:30 z myślą dotarcia na 10 rano na miejsce. 
Oczywiście dzień wcześniej nerwy sięgały zenitu, a moje myśli krążyły wokoło tego, co w ogóle mam ze sobą zapakować, żeby Fab wytrzymał tak długą podróż w foteliku. W końcu stanęło na zabraniu kart CzuCzu, ulubionych książek, kilku maskotek, autek, kredek i zeszytu do rysowania oraz laptopa interakcyjnego.
Rano miałam problem z dobudzeniem malucha, jednak w końcu się udało! Przekonała go wizja bum bum tati, czyli jechania samochodem z tatą. Tak, MT nam towarzyszył, sama nawet nie dałabym sobie rady.
Podróż mijała nam całkiem przyjemnie i spokojnie, czytaliśmy książeczki. Do czasu. W okolicach Radomia Fabiś nagle zaczął wymiotować. Siedział grzecznie w foteliku, aż nagle po prostu wymioty zaczęły mu wypływać z ust. Byłam dosłownie przerażona. Musieliśmy się zatrzymać, żeby malucha uspokoić i żeby wymioty się wyciszyły. Biedny, cały trząsł się i płakał z nerwów, nie wiedział co się dzieje... Zwymiotował niestety na swoje ubranko, a ja z tych nerwów zapomniałam zapakować na zmianę, które zostało w domu, przygotowane na komodzie... Rozebrałam więc syna i położyłam spać, w samym bodziaku. Spał już do samego celu. 
Niestety obudził się głodny, kilka kilometrów przed końcem trasy, który okazał się najgorszy - zabłądziliśmy. Błądziliśmy tak ponad 40 minut, koszmar. Fab płakał z głodu, ja mu jeść nie mogę dać, bo zaraz wizyta, w aucie gorąco... Na szczęście udało się, znaleźliśmy klinikę, dotarliśmy na miejsce i Fabiś mógł w końcu mieć wyleczone ząbki! (o samej wizycie przygotuję inną notkę, chciałam opisać swoje wrażenia po podaniu syropu Dormicum).

Droga powrotna. Na szczęście Fabiś spał godzinę po samym wyjeździe od stomatologa. Niestety znowu w okolicy Radomia zaczęły się wymioty. Tym razem wymiotował kilka minut, więc po krótkim postoju szukaliśmy jakiegoś miejsca, w którym moglibyśmy zjeść i odpocząć. Podawać czegokolwiek do ust małego się bałam. 
Po kilku minutach jazdy padło na pierwszy lepszy lokal - w tym przypadku Folwark Bancer. Bardzo przyjemne miejsce, przystosowane dla dzieci. Zamówiony obiad bardzo mi smakował i był tak wielki, że całego nawet nie dałam rady zjeść ;)
Niestety na miejscu tuż po złożeniu zamówienia Fabi dostał torsji, które trwały prawie 15 minut. Zwymiotował wszystko, włącznie z wodą... Przerażenie moje sięgało zenitu. Musieliśmy ewakuować się do łazienki i ogarnąć całe zamieszanie. Bardzo się cieszę, że Karolina, u której byliśmy pożyczyła nam ciuszki, ponieważ Fab był dosłownie cały w wymiocinach... Przebrałam więc go jak najszybciej, wymyłam w prowizorycznych warunkach i poszłam zjeść. Fab w tym czasie tylko pił, a był ogromny upał, więc pić bardzo mu się chciało... Po jedzeniu prawie godzinę spacerowaliśmy i bawiliśmy się we wrzucanie kamyków w ogromną kałużę. Chcieliśmy, aby maluch trochę odetchnął przed dalszą podróżą. Niestety jak tylko ruszyliśmy, znowu zaczął wymiotować... Na mnie, na siebie... Jechał więc do domu w samym T-shirt'cie. Bałam się nawet podawać mu wodę, żeby znów się nie męczył. Na szczęście małymi łyczkami dał radę i mógł coś się napić. W opanowaniu wymiotów pomogło nam przesunięcie fotelika na środkowe miejsce tylnej kanapy. Inaczej chyba dojechalibyśmy pływając w środku samochodu.

Wyjazd był... strasznie męczący. Długa podróż w upale, błądzenie, wymiotujące dziecko... Brrr podróży odechciało mi się na długi, długi czas...

Macie jakieś sprawdzone sposoby na chorobę lokomocyjną niespełna 2 latka?


Mama nie ma serca i budzi dziecko...


W drodze


Taki bidulek w drodze :(


Już po! Mamy zdrowe ząbki! Dziękujemy naszej kochanej Pani dentystce :*


Obiad w Folwarku


W końcu w domku


Zobacz również

17 komentarzy

  1. Bidulek! My mieliśmy podobne doświadczenia jak Maja była młodsza... na szczęście już minęło - mam nadzieję, że nie wróci!

    OdpowiedzUsuń
  2. a co jest z jego zębami, że aż tak daleko do lekarza???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odsyłam do tej notki http://www.misiowamama.pl/2014/03/ubytek.html

      Usuń
  3. czekam na opis wizyty, wygląda że mimo wszystko jesteście zadowoleni :)
    współczuję tych przeżyć :* kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobno pomaga zaklejenie pępka plastrem 'na krzyż', robiliśmy tak dzieciom na koloniach i pomagało :)
    Mam nadzieje, że zdjęcia jak Fabiś śpi na kolanach i jak nie jest przypięty w foteliku to z czasu postoju. Bo nieodpowiedzialne byłoby tak przewozić dziecko (mimo przykrych atrakcji).
    Pozdrawiam.
    PS. mogę wiedzieć gdzie zakupiliście te osłonki z Dorą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był zapięty, tylko pasów nie widać na zdjęciu :)
      Osłonki dorwaliśmy w sh

      Usuń
    2. Z tym pępkiem to chyba psychologicznie działa, bo na mnie nigdy nie działało :) Ogólne strasznie współczuję Fabianowi, bo sama to przeżywałam i przeżywam nadal mimo że mam ponad 20 lat. Ale na szczęście potem będzie lepiej. Spytaj w aptece albo lekarza o jakieś leki, bo chyba nic takiego poniżej 3 lat nie ma (przynajmniej ja się nie spotkałam). Z takich domowych sposobów to imbir - może herbatka bez cukru z imbirem przed drogą? No i niestety rezygnacja z dodatkowych bodźców, powinno się mieć dostęp do świeżego powietrza, najlepiej patrzeć przed siebie i nic nie robić. No, ale z dwulatkiem to pewnie niewykonalne :) Strasznie mu współczuję, bo wiem co to za męki. Miłych podróży Fabianowi życzę. Pozdrawiam. Czytelniczka.

      Usuń
    3. Nawet ja tak mam, że nie mogę czytać w drodze, bo momentalnie źle się czuję, więc potwierdzam najlepiej patrzeć na wprost (na horyzont) i zapewnić sobie dopływ świeżego powietrza...

      Usuń
  5. Moja córka ma chorobę lokomocyjną. Jak może pomóc zaklejanie pępka skoro problem leży w głowie. Pisałam kiedyś o tym u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o tzw. efekt placebo, który sprawdza się u starszych dzieci (u nas problemu nie ma, więc nie musimy korzystać) my mieliśmy pod opieką dzieci w wieku 6-9 lat.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ja na długą podróż dawałam dziecku Aviomarin w płynie. Jechaliśmy jakies 8 godzin, a mały miał 13 miesięcy (tylko dość duży, wagowo miał około 10,5 - 11 kg). Wiem, że lek nie jest przeznaczony dla takich maluszków, ale sprawę skonsultowałam ze znajomym lekarzem i ten pozwolił. Widziałam, że jest również lokomotiv w płynie, od 3 roku życia, ale skonsultuj z lekarzem pediatrą - sądzę, że spokojnie syrop z kłacza imbiru można stosować u młodszych dzieci jeśli zachodzi potrzeba. Z doświadczenia już wiem, że jeśli chodzi o pewne leki to są one dopuszczone dopiero od pewnego roku życia tylko dlatego, że etyka lekarska nie pozwoliła testować-sprawdzać ich działania na młodszych dzieciach. Natomiast jeśli tylko mogą pomóc to można jest stosować. bo ich skład nie jest niebezpieczny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojoj biedny. Z Dorą poznajecie świat widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedny Fabiś :( Dobrze że niezbyt często musicie podróżować samochodem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj nie wiem czy są jakieś metody... Nam się zdarzyło raz, jak syn zjadł zaraz przed podróżą.
    Dobrze, że już po wizycie i ząbki zdrowe :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kochaaanyyy!!! jak się namęczył!!!! ja nienawidzę podróżować, Julkowi na szczęście nic nie doskwiera, ale ja mam zawsze ochotę puścić pawia, zwłaszcza teraz jak jeżdże z Julkiem na tylnym siedzeniu ;/

    OdpowiedzUsuń

Subscribe