Wizja przygnębiająca - samotne macierzyństwo

13:33

Długo dojrzewałam do napisania tej notki. Jednak nie chcę przechodzić wobec tego problemu obojętnie. Może ktoś to przeczyta i zrozumie, że nam, samotnym mamom trzeba pomóc?

Bo sama absolutnie nie dam sobie rady sama. Bo potrzebuję wsparcia rodziny. I mam to szczęście, że je dostaję. Że mam z kim zostawić dziecko, żeby załatwić jakieś ważne sprawy...

Zdarzyło się jednak, że musiałam iść z maluchem np. Do urzędu...

Po pierwsze to jest ogromna wyprawa. Bo nie każdy urząd ma podjazd. Nie każdy chce też pomóc. Ile to już razy prosiłam o pomoc we wniesieniu wózka po schodach. A ile razy ludzie się odwracali plecami i udawali, że nie słyszą mojej prośby...

Po drugie muszę uzbroić się wtedy w cierpliwość. Bo stoję zgrzana w kolejce, bo dziecko mi płacze z nudów/głodu/chce spać. Nikt nie przepuści. Ba, jak spróbujesz wejść wcześniej, to jeszcze dostaniesz opieprz, że jest kolejka i każdy czeka! A co tam dziecko, niech płacze! Albo i nie, bo jeszcze Ci powiedzą, że po co bachora ciągniesz ze sobą do urzędu (w tym momencie pozdrawiam idiotkę, która tak nazwała moje dziecko. Mam nadzieję, że karma do niej wróci).

Po trzecie, nawet zakupy są wyczynem. Idąc z dzieckiem i wózkiem mam zagwarantowane, że dziecko wózkiem jechać nie będzie chciało i że będzie mi uciekać w stronę ulicy. Idąc bez wózka na pewno siatka pęknie mi na schodach, a ja nie będę wiedziała czy łapać zakupy czy uciekające dziecko.

Po czwarte, czasami jestem tak obładowana zakupami, mam przed sobą wózek z dzieckiem, że mam nawet problem z otworzeniem drzwi do klatki.
Wiecie ile razy widziałam kitrających się sąsiadów, którzy patrzyli żeby szybko poszła, żeby tylko nie otworzyć mi drzwi? Nie wiem czy to aż tak wielki wysiłek dla nich... Przykre to, że nie potrafią zdobyć się na tak mały gest względem drugiej osoby.

Pod niektórymi względami mam łatwiej. Bo chociażby mam windę. Bo mam z kim zostawić malucha. Bo mam pomoc rodziny i MT. Wsiadam wtedy na rower i staram się, jak najszybciej załatwić wszystkie sprawy, bo nie mam czasu stać w kolejkach. Ale czasami tej pomocy nie mam, jak dostać. I wtedy jestem z tym wszystkim sama. A ta wizja już sama w sobie jest tak przerażająca, że potrafi mnie kompletnie pozbawić humoru.

PODZIWIAM WAS, SAMOTNE MAMY!

Pamiętajcie, że nie jesteście same. Uśmiech naszych dzieci wynagradza wszystkie trudy. Nie poddawajcie się i idźcie przez życie z podniesioną głową!

Ja, staram się tak właśnie żyć. I nie przejmować tymi problemami i gadaniem innych. Jestem silna i dam sobie radę. Wy też! Tylko w to uwierzcie

Zobacz również

27 komentarzy

  1. Nie mieści mi się w głowie, jak można dziecko nazwać "BACHOREM"! Awanturę bym tej babie zrobiła! Karma wróci na pewno! Ona zawsze wraca! Trzymaj się! Buziaki dla Was! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. trzymaj się:) a z pomocą w tramwaju lub innym miejscu ze schodami kochana zapomnij. jak już ostatnio wtargałam wózek do pojazdu to nikt się nawet nie przesunął abym mogła postawić trzymany w rękach ciężar. Więc olałam temat i rzuciłam ludziom na nogi. To się oburzeni podnieśli, ze co ja sobie wyobrażam, ale jak stoją jak barany i stawiają zakłady czy się w telepiesz do góry czy spadniesz po schodach to jest oki?

    OdpowiedzUsuń
  3. To o czym piszesz, nie tylko samotne mamy dotyczy. Ja często sama na zakupy muszę z Młodą chodzić bo nie mam z kim jej zostawić, bo dziadki w pracy, mąż w pracy, a na obiad coś zrobić trzeba. Ale nigdy się jeszcze nie spotkałam z sytuacjami o których piszesz. Często gdy jestem sama z wózkiem przy kasie, to mnie ludzie sami z siebie przepuszczają. Nie proszę się o pomoc we wnoszeniu po schodach wózka, biorę Młodą za rękę a drugą wciągam wózek ale i to nie często, bo jeśli już gdzieś sama z nią po schodach muszę się dostać, to też bez proszenia się ktoś mi z wózkiem pomaga. Dlatego w szoku jestem że się spotykasz z odmowami. I że sąsiedzi się chowają żeby drzwi nie otwierać, musisz mieć strasznie nieludzkich sąsiadów, to ja mam chyba szczęście ale wokół mnie sami pomocni ludzie są

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie się pod tym podpisuje..

      Usuń
    2. Też się podpisuję ;) Faktycznie musisz trafiać na okropnych ludzi, oby to się zmieniło, bo wiem jak ciężko samemu z dzieckiem cokolwiek załatwić, tym bardziej, że dzieci... się nudzą w takich miejscach. No ale ta baba przegięła, jak można na jakiekolwiek dziecko tak powiedzieć, choć by było nie wiadomo jak niegrzeczne, to naprawdę niedorzeczne :/
      Całe szczęście, że ja trafiłam na normalnych ludzi i w sumie nigdy mi się nie trafiła tak przykra sytuacja.

      Usuń
  4. Ludzie niestety tacy są, nie wiedzą ile to trudu i problemów z takim wózkiem. Ja na problem uwagę zwróciłam jak moja przyjaciółka z kilkumiesięczną córką przyjeżdżała na uczelnie zaliczać przedmioty. Miała we mnie wsparcie dzięki czemu nie robiłam problemu żeby zostać jej z małą godzinę czy dwie. Zawsze wychodziłam po nią na przystanek, bo mimo miliona ludzi w autobusie to nikt nie pomógł znieść wózka czy znieść, nikt nie otworzył drzwi, nikt nie przepuścił na korytarzu. Niestety taka jest polska rzeczywistość. Ja widząc kobietę z wózkiem/nosidełkiem/dzieckiem przepuszczam w kolejce, przytrzymuję drzwi - pomagam! I nie rozumiem ludzi którzy odwracają głowy i udają że nie widzą. W końcu przecież to nie ich sprawa i ich to nie dotyczy. Do czasu. Ja mam nadzieję, że kiedy ja będę w ciąży/z małym dzieckiem to również znajdą się osoby które pomogą, a nie tylko takie które odwracają głowę.

    OdpowiedzUsuń

  5. Ważny post. Niestety chamstwo jest wszędzie. Ale wierzę tak jak Ty, że ta karma wróci. Mam nadzieję, że ze zdwojoną siłą!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie, że problem z obojętnością ludzi jest większy w dużych miastach. W małych miasteczka ludzie są jakby mniej anonimowi... Ja na szczęście mieszkam w mieście małym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Napiszę podobnie jak Agusiek, niestety nie tylko samotne mamy tak mają.
    Mam męża , owszem, ale jeżeli jego nie ma, to muszę sama sobie poradzić, moja mama mieszka ode mnie 40km, teściowa 100. W dzień muszę się jakoś zorganizować, pójsć czy to na pocztę, czy do sklepu - czasem na takie zakupy że i na wózek się ledwo mieści. Bo przecież trzeba to zrobić jakoś.
    W sklepie też nie przepuszczają, w kolejkach. Szczegół że mała się wygina i pompuje ze złości że jest aż sina, że muszę ją z tego wózka wypuścić żeby mieć spokój, ona ucieka ja ją gonię.. :/
    Ale kogo to obchodzi..
    A za tego bachora to by w ryj dostała . Serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jeszcze Ci powiedzą, że dziecka nie umiałaś wychować, bo się drze i nie potrafi 5 minut w miejscu usiedzieć....ech....szkoda słów. Zero zrozumienia. Czasami naprawdę nie da się wyjść bez dziecka, chociaż tak na pewno byłoby o wiele wygodniej...

      Usuń
  8. Tak, zgodzę się, część tych problemów dotyczy nie tylko samotnych matek, ale i matek, których mężowie pracują od rana do wieczora, a na miejscu nie ma nikogo do pomocy. Sama to znam. Chociaż samotna matka ma jeszcze trudniej, zwłaszcza, jak nie ma nikogo do pomocy. Podziwiam takie kobiety!
    A u Ciebie w mieście chamstwo niesamowite panuje. Ja owszem, czasem miewałam problemy jak jeździłam wózkiem autobusem, ale tylko wtedy. Nie wiem skąd się to chamstwo w środkach komunikacji bierze, ale za każdym razem widziałam, jak ludzie pchają się jeden przed drugim, byle by przede mną wsiąść. A żeby stanąć na miejscu dla wózków zawsze musiałam prosić o ustąpienie miejsca.
    Jednak poza tym w większości przypadków ludzie są jednak pomocni. Sąsiedzi moi na wyścigi chcą mi pomagać jak mnie widzą, otwierają drzwi, oferują pomoc z wniesieniem wózka. Nawet listonosz mi zawsze pomoc oferuje ;)
    Jak jeździłam do przychodni, do której trzeba było wejść po schodach a wjazdu dla wózków nie było, to tam się ktoś zawsze kręcił, wystarczyło, że poprosiłam, i bez problemu pomagali.
    A dodam, że mieszkam w dużym mieście, więc to niekoniecznie tak jak tu ktoś napisał, że to problem większych miast

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach i jeszcze zapomniałam dopisać - ja już dawno zrezygnowałam z pomysłu chodzenia na zakupy z wózkiem i dzieckiem. Wózek zostaje w domu, a ja zabieram siatki materiałowe, takie, które da się założyć na ramiona. Polecam to rozwiązanie, nic nie pęknie po drodze do domu, nic się nie rozsypie, a i lżej nieść niż w rękach

    OdpowiedzUsuń
  10. wazny post!!! rowniez mam nadzieje ze karma wraca :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie jestem samotną matką, ale dzieckiem zajmuję się większość dnia (mąż pracuje do późna, do dziadków 100 i 60 km). Wiem jak czasami bywa trudno zwłaszcza gdy życzliwych ludzi brak. Trzeba jednak wierzyć w dobrych ludzi, bo wtedy ich przyciągamy. Wydaję mi się, że dużo zależy od naszego nastawienia. Osobiście jeśli spotykam gbura, współczuje mu, i cieszę się, że nie jestem taka jak on, no i wiadomo, że w myślach go przeklnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. wydaje mi się, że to o czym piszesz nie jest problemem samotnego macierzyństwa tylko prostactwa niektórych, to o czym piszesz i mnie czasem dotyka choć już samotna nie jestem, też walczę ze schodami i wózkiem, panią w urzędzie, zakupami i kolejką w sklepie, to moja codzienność jak i wielu innych niesamotnych mam,
    dla mnie samotne rodzicielstwo to samotne wieczory i poranki, to że nie mogę powiedzieć "teraz Ty karmisz/wstajesz w nocy/przewijasz..." to problemy dnia codziennego, to również brak kogoś z kim mogę dzielić radość z pierwszego uśmiechu/kroczku/słowa..., przytłaczająca odpowiedzialność bo nie dzieli się przez dwa i wiele innych z którymi przyjdzie Ci walczyć... masz pomoc MT i wykorzystaj ją jak tylko się da, ja nawet tego nie miałam
    trzymam mocno kciuki:* i spokojnie, też wierze w to że zła karma wraca:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Również zgadzam się z dziewczynami, że to nie są problemy tylko samotnych matek. A kiedy mąż wychodzi o 5.40 do pracy a wraca 17-18 to też wszystko musisz robić sama.
    A co do pomocy, to ludzie z chęcią pomagają.
    Często zdarza się, że łatwiej mi przejść przejść przez pasy z dzieckiem niż bez dziecka.
    Teraz jeździmy kilka razy w tygodniu autobusem do babci, bo pracuję na pół etatu. Nie zdarzyło mi się, aby ktoś odmówił pomocy wniesienia wózka, ba, nawet nie zdążę nic powiedzieć a już ktoś garnie się do pomocy. Nawet dziś taki staruszek ruszył dziarsko z siedzenia aby pomóc mi wnieść, a na oko miał śmiało z 80 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  14. niejest łatwo,też córkę 2 let.wychowuję sama,pomaga mi matka,siostra,ale najgorsze w tym wszystkim jest gadanie,obmawianie,opserwowanie,jak to na wsi bywa,czasem niemożna już tego znieść,nap.wyzywanie na przystanku,że i tak najduchem jest,chociaż nosi nazwisko ojca.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ludzie to świnie nic innego nie mogę napisać. A jest coraz gorzej, znieczulica totalna. Ja też podziwiam samotne mamy, wiele muszą przejść. A babę głupią za "bachora" torebką bym pobiła. Trzymajcie się Kochani!!! Buziole!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Takie chamstwo, to co :( pozostaje nam nasze dzieci wychować na prawych i empatycznych...

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak jak dziewczyny piszą, sytuacje, które opisujesz, zdarzają się praktycznie każdej mamie. Ale z całą pewnością Tobie jest ciężej zmagać się z tyloma przeciwnościami, kiedy wiesz, że tak naprawdę liczyć możesz tylko na siebie. Rodzina rodziną. Wierzę, że jest ci bardzo ciężko i ogromnie wręcz cię podziwiam. Ale tak jak napisałaś, ten mały uśmiech wynagradza wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Karma wraca zdecydowanie :D
    Ale powiem ci, mimo iż nie jestem samotną matką to często prawie wszędzie muszę iść z dzieckiem, czy to na zakupy, czy coś załatwić, ale u mnie to sąsiedzi i obcy ludzie jakoś życzliwi, bo drzwi otworzą, bo wózek pomogą znieść, ba nawet zakupy pomogą dźwigać.. tak jak ktoś tu napisał w mniejszych miastach zdecydowanie ludzie nie są w ciągłym biegu i panuje mniejsza znieczulica.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasem codzienność bywa ciężarem, niemniej ważne jest to, co napisałaś, że ważny jest uśmiech tego małego człowieka :) Mojego męża nie było miesiąc... oj, ciężko było... Wyjścia z wózkiem i psem, zakupy, urzędy, praca dorywcza. U mnie był to stan chwilowy, ale podziwiam mamy, które tak żyją na co dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  20. zdecydowanie to preblemy ogólnie matek, bo ja choć mam męża, to na codzień muszę sobie radzić sama, On pracuje, nie mam z kim zostawić małego więc tak organizuję wszystko, że robię to z nim często na rękach i też trafiam na ludzi, którzy nie garną się do pomocy, choć ja zawsze pomagam...Jednak bardzo podziwiam Ciebie i wszystkie inne samotne mamy!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Wroci! I przywali z plaskacza ze zdwojona sila!;))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Jesteś silna i dasz radę a innymi nie ma się co przejmować. Tak jak dziewczyny piszą prędzej czy póżniej karma wróci.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytam czytam i nie dowierzam. W życiu nie spotkałam się z takim chamstwem! Wręcz przeciwnie- odkąd zaszłam w ciążę, otaczają mnie sami życzliwi ludzie, czy znajomi czy obcy. Zresztą nauczyłam się organizować sama- jeśli nie udaje mi się zostawić córki u jednej babci czy drugiej, zabieram ją ze sobą. Zakupy, urzędy czy inne, to żaden problem dla nas! Mogę ją zabrać ze sobą wszędzie, mimo że to istny szogun i wszystko ją ciekawi, to o dziwo słucha się mnie, chętnie "zwiedza" nowe miejsca i zawsze potrafię ją czymś zająć żeby mi nie przeszkadzała w zakupach czy załatwianiu spraw, ani nie nudziła. Podobnie z wózkiem- aktualnie mieszkam na 4. piętrze, wózek wciągam na półpiętro i tyle. A do tego praktycznie zawsze mam ze sobą jakieś torby, zakupy i daję radę sama. Rzadko kiedy korzystam z oferowanej mi pomocy przez osoby które np. akurat wchodzą czy wychodzą z budynku, lubię i potrafię radzić sobie sama. Jako mama prawie 16 miesięcznej dziewczyny mam już wprawę i góry możemy przenosić :D

    OdpowiedzUsuń

Subscribe