Ciężka droga

10:09

Wczorajszy dzień spędziliśmy bardzo płodnie. Spotkaliśmy się drugi raz z naszą narzeczoną :) Pierwszy raz również został opisany na blogu. Tym razem dzień spędziliśmy na krótkim spacerze (bo Fabi strajkuje przed wózkiem) i na placu zabaw. Piaskownica była ogromnym hitem :) No i deserek jabłko z dynią. Dzieciaczki zjadły go na spółę :D Fabi był zauroczony swoją narzeczoną, non stop ją zaczepiał. Było super! Pozdrawiamy dziewczyny!


Ale... Chciałam Wam opisać co się w działo, gdy do dziewczyn jechaliśmy. Trasa Tarnobrzeg-Sandomierz, czyli liche 12 km. Żeby tam się dostać byliśmy skazani na komunikację miejską, czyli podróż tarnobrzeskim autobusem linii 11. Oczywiście już na przystanku zaczęły się problemy z wejściem do autobusu, bo był bardzo zatłoczony. Postawiłam wózek na środku autobusu, bo w miejscu gdzie powinny stać wózki oczywiście stali ludzie... Zostawiłam wózek i przeszłam na przód (z dzieckiem na rękach) kupić bilet. Nikt nie ustąpił nam miejsca... Stałam na przodzie autobusu jedną ręką trzymając Fabisia, a drugą trzymając się jakiejś rurki żeby nie upaść. 30 minut jazdy przed nami, 11 kg na rękach... Ale uwaga. Jedna z bab w połowie drogi zaproponowała, że... weźmie Fabisia na swoje kolana a ja sobie dalej będę stała na przodzie autobusu. Nie wiem o czym ona myślała, ale wolałam stać z dzieckiem na rękach niż dać obcej babie własne dziecko... 2 przystanki przed naszym jedna z pań ustąpiła mi miejsce. Wytchnienie dla nóg i rąk...
Powiem Wam też, że Fabi źle się czuł w autobusie. Było bardzo duszno i gorąco. Małemu pot lał się z czoła i aż tulił się do mnie widocznie zmęczony... Chyba darujemy sobie jazdy miejską komunikacją jeśli tak to ma wyglądać :/



Zobacz również

18 komentarzy

  1. Ale ludzie to są... wiesz ja to bym chyba poprosiła o ustąpienie miejsca. Bez jaj, ale przecież w razie nagłego hamowania mogło się to źle skończyć.
    Powiem Ci, że takie historie niesamowicie mi podnoszą ciśnienie na kulturę naszego narodu :(((

    A ta baba to bardzo łaskawa była...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, na każdym przystanku odwracałam się i sprawdzałam czy jest wolne miejsce (bo w trakcie jazdy bałam się upadku) i gdy się zwalniało, to zanim tam podeszłam, to już było zajęte. Ludzie widzieli, że chcę usiąść, ale odwracali wzrok... Skapitulowałam i już po prostu stałam zrezygnowana...

      Usuń
  2. ja tez nie mam najprzyjemniejszych wspomnień związanych z komunikacja miejską. Począwszy od braku pomocy z wniesieniem ciężkiego wózka, po brak miejsca na ustawienie go, czy łapiących się ludzi za rączkę wózka, jakby była poręczą!! brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat większość ludzi pyta czy wnieść wózek. W tych nowych autobusach nie ma problemu, wjeżdżam sobie do środka (gorzej z wyjazdem), ale w tych ze schodkami już jest problem :/

      Usuń
  3. Raz jechałam sama z Fabisiem do pracy autobusem, bo mąż potrzebował samochód i nikt mi nawet miejsca nie ustapił. Małego miałam na rekach bez wóka, bo przystanki blisko, a ja mała jestem wiec wózek do autobusu był raczej nie wniosła. Normalnie porażka. A w upał to ja tego w ogóle nie widze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie nie do pomyślenia jest, że ludzie bezczelnie stoją na miejscu przeznaczonym dla wózka...

    OdpowiedzUsuń
  5. To przykre, że w cywilizowanym, europejskim kraju zdarzają się takie rzeczy. Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu... Może bym ostentacyjnie wzdychała lub krzywiła się 'synek, ależ ty ciężki', może ktoś by się zlitował. Ale ważne, że wypad do koleżanki i jej córeczki się udał! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie do pomyślenia to dla mnie jest, ja bym tam zrobiła taką zadymę że o mamo. Pełno miejsc by się wolnych znalazło. Co za bezczelnośc tych ludzi... i bezdusznośc również. Nie mówiąc już o tym że to mogło się zwyczajnie źle skończyc. Ciśnienie mi skoczyło normalnie.
    W Hiszpanii skąd "przybywam" :P kobieta z dzieckiem (zwłaszcza małym) traktowana jest jak świętośc. Zresztą mnie tutaj w Polsce również ludzie bardzo serdecznie traktują i na każdym kroku mogę liczyc na pomoc nieznajomych także to chyba zależy od miasta... trzymajcie się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  7. No niestety komunikacja mięska to jest piekło. Ja co tydzień przeżywam to w Rze próbując się dostać z pkp na uczelnię i później z powrotem. O ile rano jest znośnie to już po południu są problemy żeby bez bagaży i niczego wogóle się do autobusu wcisnąć... Także podziwiam Ciebie z wózkiem i dzieckiem na ręku - musiała to być niesamowita męczarnia :(

    OdpowiedzUsuń
  8. My się skusiliśmy wczoraj na lody w mcdonald :P
    A sorbety z biedronki czekają w zamrażarce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. to chyba jest standard, że ludzie nie widzą takich sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  10. i dlatego, nie jeźdże autobusami! ale jak mus to mus.. niestety.. miałam podobna przygode, ale ja "ryje" się na chama na miejsce z wozkami, mowiąc głośno PRZEPRASZAM, że chce wjechać.. najgorsze jak ludzie nie odejdą tylko przesuwają się 2 cm i myślą, że jest ok ;/ wtedy ja podjeżdżam jeszcze bardziej i to już ich problem, że im ciasno :P :P

    OdpowiedzUsuń
  11. biedule...ludzie są beznadziejni

    OdpowiedzUsuń
  12. w takich momentach dziękuję Bogu że mam auto.

    OdpowiedzUsuń
  13. I ja nigdy jakoś nie przepadałam za autobusami,bo choroba lokomocyjna... teraz na szczęście auto jest..prawajazdy zrobiłam ponad 2 lata temu,wiec jak chce to wsiadam i jade.. fakt czasem ludzie chyba logicznie nie myślą :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No skad ja to znam. Kobieta z dzieckiem, co tam niech sie trzyma jedną ręką, drugą moze dziecko trzymac, a jak autobus zahamuje to może głową nie zbije przedniej szyby. Szok.

    OdpowiedzUsuń
  15. Normalnie szok jacy ludzie są beznadziejni :/ ale w dużych miastach nie bywa lepiej, ilekroć musiałam gdzieś pojechać z małą tramwajem albo autobusem (a w niektóre miejsca samochodem nawet nie ma po co się pchać, bo godzinę można krążyć w poszukiwaniu miejsc parkingowych) to aż się we mnie gotowało. Normą jest pchanie się do środka przed wózkiem (bo im przecież miejsce zajmę...), krzyczenie, żebym się na ludzi wózkiem nie pchała (jak stałam na środku bo miejsce na wózki było już zajęte przez inne wózki) kiedy mnie ludzie z tyłu razem z wózkiem popychali na innych, zamykanie drzwi niemal na wózku przez kierowcę autobusu i takie tam inne atrakcje...

    OdpowiedzUsuń

Subscribe