Karmienie

10:57

Już od dawna chciałam napisać taką notkę. Jak to u mnie jest z karmieniem. Pewnie wiele z Was jest ciekawych, jak my sobie radzimy. A może szukacie wsparcia?

Fabisia od pierwszych dni karmię piersią. W szpitalu przeszłam o to małą wojnę. Po cesarce nakarmili dziecko butlą zamiast dać mi je od razu do piersi. Małego dali mi do karmienia po 12 godzinach. Pytałam położne czy był karmiony, ale odpowiadały, że nie. No to dziwne, że noworodek wytrzymałby 12h bez jedzenia ;) Jedne położne były bardzo cierpliwe i pomagały mi w dostawianiu Małego, a inne twierdziły, że Mały dostanie cukrzycy, bo się nie najada. Chciały mi go dopajać glukozą bądź dawać mm. Na glukozę się nie zgadzałam, raz już nie miałam sił i pozwoliłam, aby nakarmiły go butlą. Dostał mleko Nan. Na szczęście nie załapał o co chodzi ze smoczkiem i wypił może 2 łyczki. Aby go nie dokarmiały zostawiałam dziecko u siebie na sali, pozwalałam go zabierać jedynie na kąpiel. Walczyłam wszystkimi siłami o karmienie piersią. Ale podeszłam też do tego na luzie, bo stwierdziłam, że jeśli się nie uda, no to mm też jest dla ludzi.

Kryzys przyszedł po 4 dniach. Brodawki miałam zmasakrowane. Pogryzione, ponadrywane. Siedziałam z nasmarowanymi brodawkami, wietrzyłam je. Olałam nawet fakt, że na sali siedzi mąż jednej z pacjentek i siedziałam z wywalonym biustem haha. Efekt? Po 24h brodawki się zregenerowały i lekko zahartowały.
Od tamtej pory kryzysów było kilka.

Karmienie piersią wymagało i wciąż wymaga ode mnie wiele poświęceń. Fabian ma bardzo wrażliwy brzuszek. Pierwsze 3 miesiące były koszmarem kolek. Powoli dochodziłam do tego co je wywołuje i odkryłam, że nie mogę jeść pieczywa zwykłego (przechodziło jedynie pszenne), większości owoców, nabiału... I tak jak teraz pieczywo jem, wiele owoców też już wprowadziłam, tak nabiału dalej nie mogę. Koszmar diety mamy karmiącej.

Czasami mam chwile, kiedy rzuciłabym to wszystko... Ale...Fabian jest bez smoczkowy i bez butelkowy. Dlatego teraz karmienie piersią jest tak ważne.

Co w tym najlepsze. Jeszcze w ciąży twierdziłam, że będę go karmić piersią do 6mż. Właśnie tyle teraz ma, a ja karmię dalej. Czemu? Bo te chwile, kiedy Mały jest do mnie przytulony, kiedy mnie głaska, a nawet kiedy bawi się sutkiem, po jedzeniu są WSPANIAŁE. Taka bliskość mamy i dziecka, o której inni członkowie rodziny mogą jedynie marzyć. Chwile kiedy mamy tylko siebie. Kiedy jedno jest zależne od drugiego. Nie wyobrażam sobie teraz ich skończyć. To byłoby jak wyrwanie mi kawałka mnie.
Chciałabym, żeby Fabi sam odstawił się od piersi. Najbardziej pasowałoby mi to do max. 24 miesięcy. Później chciałabym żeby jadł już normalne posiłki z nami :)

Nie żebym w tej notce zachwalała, że karmienie piersią jest lepsze od karmienia butelką. Moja mama wykarmiła mnie i moje rodzeństwo tylko butlą. Pamiętam jakie to poświęcenie, gdy o 3 nad ranem trzeba wstać i przygotować wodę, butlę, rozmieszać wszystko, nakarmić dziecko, a później wrócić do kuchni i umyć butelkę. Ja mam o tyle łatwiej, że wyciągam cycka i już.




PS. Nowa fura już jest z nami. Niedługo notka o pierwszych wrażeniach :) Tylko zdjęcia muszę porobić.
PS2. Na zdjęciach Fabiano ma 14 dni :)

Zobacz również

13 komentarzy

  1. Trafiłam tutaj od takatyci:) I będę zaglądała. bardzo fajny wpisik taki od serca. Aha mój synek to też Fabian :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super to opisałaś :) ja miałam straszne parcie na karmienie cycem - efekt? Zero pokarmu w szpitalu - dosłownie 3 krople po 30min pracy laktatorem. Płakałam każdego dnia z tego powodu. Sutka też miałam rozkrwawionego. Starałam się nie płakać przy karmieniu mm, czasem nie udawało mi się to. Później wyluzowałam, odciągałam coraz więcej. Butli nie dało się pozbyć bo wciąż miałam za mało pokarmu a Emil to żarłok istny! :D Później elegancko załapał cyca i to były najpiękniejsze chwile!

    OdpowiedzUsuń
  3. karmienie piersią to wyjątkowa bliskość z maluszkiem i niewątpliwie tak jak napisałaś swoistego rodzaju wygoda. Podziwiam Twój zapał mimo przeciwności jakie spotkałaś na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a mój wytrzymal własnie jakieś 12 godz bez jedzenia :P pocumkał ze 2 razy cyca po paru min. od narodzin a potem jak poszedl spać to spal do następnego dnia a jeść nie chciał, byl tak zmęczony porodem..;-) u nas też dokarmiali butlą bo był tłok w szpitalach .. my jesteśmy butelkowi, bo Muminek miał odkurzacz zamiast buźki, poza tym ilość pokarmu była dla niego za mała od samego początku, był nienażarty ;-)
    bardzo trudno było mi się z tym pogodzić i wylam w poduszkę przez 7 mc
    potem jakoś to przeszło i teraz z perspektywy czasu wiem, że postąpiłam slusznie

    OdpowiedzUsuń
  5. ah no temat rzeka. mój est butelkowy. opisałam moją drogę przez mękę u siebie na blogu. trzy miesiace wycia, pracy z laktatorem ale nie udalo się :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bardzo lubiłam karmienie piersią, tak jak piszesz ta bliskość jest nie do opisania :) Ale miałam mało pokarmu i musiałam dokarmiać butlą, potem całkiem się przestawiłam.Wiedziałam, że niebawem wrócę do pracy i ściąganie mleka będzie bardzo uciążliwe, także wolałam przejść na mm :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O to fakt, karmienie piersią jest bardzo wygodne, nie trzeba się martwić o ciepłą wodę i czystą butlę, tego mi najbardziej brakowało gdy zmuszona byłam przestać karmić

    OdpowiedzUsuń
  8. ja zazdraszczam Ci ze karmisz. MI sie nie udalo niestety. NO ale karmienie mm tez ma swoje plusy:):) Bozie jakie te nasze maluchy były malutkie jeszcze nie dawno :O

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy tylko ja nie zazdroszczę?:) ale podziwiam:) u nas problemu nie ma z butlami:p w nocy nie je, a nawet jak je to ma 4 butelki i nie myje ich od razu:) przygotowanie mm zajmuje 30 sek , nie tak źle:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też to uwielbiam, nie wyobrażam sobie jakby ktoś mi odebrał tę bliskość. Ale tak jak piszesz..są też wyrzeczenia. I czasem jest naprawdę ciężko.. ja dziś np mam potworną ochotę na coś słodkiego, czekoladowego.. pozostają marzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja też kocham karmić to nasz czas tylko dla nas.
    W szpitalu przeżywałam traume , kłóciłam się z położnymi bo nie zgadzałam się na dokarmianie MM. chciały go dokarmiać nie dla tego, że był głodny tylko dlatego, że miał dużą masę urodzeniową chore. Oczywiście postawiłam na swoim i mam nadzieje, że długo uda mi się ten stan utrzymać :D mały ma dwa miesiące i wilczy apetyt.

    Misiowa mamo wspaniały post !
    :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Też planowałam karmić ok. 6 miesięcy, a tu proszę... minęło 14 i nadal karmię i nie chcę tego nawet zmieniać. Cudowne i piękne doświadczenie. Życzę wytrwałości i szacun wielki, a walkę o kp w szpitalu! :)

    OdpowiedzUsuń

Subscribe