Cesarka

11:13

Stwierdziłam, że napiszę notkę o tym jak wyglądała u mnie cesarka. Troszkę obraz porodu mi się zatarł, ale może kiedyś warto będzie wrócić do tej notki i przypomnieć to sobie? W szczególności jeśli zdecyduję się na drugie dziecko i będę miała wybór sn czy cc...

Jak to wyglądało u mnie?

Po 17 godzinach porodu siłami natury zostałam skierowana na cięcie. Wkłuto mi wenflon oraz założono cewnik (brrr do dziś mam traumę jak to sobie przypomnę), dano mi kroplówkę. Szybki prysznic i powoli z położną poszłam na blok operacyjny. O własnych siłach weszłam po schodach na piętro, chociaż skurcze miałam co 1 minutę ;) Dałam radę! Po wejściu na blok ujrzałam kilku lekarzy i położne. Kazano mi usiąść na łóżku, które było bardzo wysoko. Pamiętam, że zastanawiałam się wtedy jak ja mam się niby z brzuchem tam wdrapać. Ale położne złapały mnie pod pachy i pomogły mi wejść na nie. Położyłam się i czekałam aż przybędzie anestezjolog. Okazała się nim być bardzo miła pani. Wypytała mnie o kilka faktów z życia (już nawet nie pamiętam jakich), podpięła mi kroplówkę w lewą rękę, na prawą nałożyła mi ciśnieniomierz. Zostałam poinformowana, że co kilka minut sam będzie się włączał i mierzył ciśnienie, i żebym się tego nie wystraszyła. Kazano mi siąść. Najpierw pomogli mi zsunąć się na koniec łóżka i wygiąć w koci grzbiet (rzecz praktycznie awykonalna przy takim brzuchu), w tym momencie dostałam opieprz, że źle to robię, ale miałam skurcz! Po przejściu skurczu usłyszałam, że poczuję ukłucie. I rzeczywiście było, ale nic a nic nie bolało. Ot, jakby ktoś mnie lekko uszczypnął. Kazano mi się położyć. Najpierw tyłkiem zaczęłam się cofać na łóżku, czułam już rozlewające się w nogach ciepło i lekkie mrowienie. Położyłam się, nałożyli zieloną płachtę i nie minęła nawet minuta, a usłyszałam - tniemy. Przerażenie jakie mnie ogarnęło było nie do zniesienia. Zaczęły mi się trząść ręce, położna mnie po nich głaskała i mówiła żebym się uspokoiła, że wszystko będzie ok. Ja natomiast byłam przekonana, że znieczulenie jeszcze nie działa i że wszystko będę czuła! Po chwili uspokoiłam się i zerkałam na prawo, na wiszący tam zegarek. CC zaczęła się o 17:10, kilka minut po usłyszałam, że będą wyciągać maluszka i że poczuję napieranie na żebra, które może być nieprzyjemne. Dla mnie było ok, nic nie czułam oprócz lekkiego kołysania brzuchem :) I usłyszałam: synek! Dosłownie na sekundę mi go pokazali i zabrali go na dół. Była 17:26. W tym momencie czas niewyobrażalnie mi się dłużył. Słyszałam jak zasysają jakieś wody z brzucha czy coś innego, a czas leciał bardzo powooooooli. Robiłam się bardzo senna. O 18 ściągnęli płachtę. Lekarz coś do mnie mówił, a ja nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi. Powtarzał się 3 razy i w końcu dla świętego spokoju odpowiedziałam nie. Ale o co pytał? Dalej jest to dla mnie zagadką. Po chwili zerknęłam co oni tam robią. Ujrzałam swoje nogi w górze. Przedziwne uczucie widzieć je uniesione i nie czuć tego... Po wszystkim z łóżka operacyjnie zostałam przerzucona (dosłownie!) na inne łóżko i zwieziona na salę. Dziwne uczucie leżeć i widzieć te migające nad głową jasne światła. Pamiętam, że zamknęłam oczy, bo robiło mi się od nich niedobrze. Przywieziono mnie na salę. Kazano złapać się poręczy pod ścianą i ciągnąć się w stronę ściany rękami, położne w tym czasie przerzucały bezwładną resztę ciała. Koniec porodu :)

Pierwsze 12 godzin


Dostałam zakaz podnoszenia do góry głowy. Ok. 21 zaczęło puszczać znieczulenie (dziewczyny w sali puściło po ok. pół godzinie). Ruszałam sobie dużym palcem u prawej nogi, reszta ciała nie chciała drgnąć :D Poszłam spać. Rano położna pozwoliła mi podnieść głowę oraz kazała przekręcać się na boki. Rana bolała, szwy ciągnęły. Robiłam to tylko żeby nakarmić dziecko. Dodatkowo swędziało mnie całe ciało

Dzień pierwszy


Po porannym obchodzie lekarz zarządził, że czas wstać. Przyszła położna i na chama podciągnęła mnie do siadu. Ból rozrywał mi brzuch. Z tych nerwów i tego bólu widziałam mroczki przed oczami. Po godzinie męki stanęłam na własnych nogach. Przeszłam dosłownie kilka kroków i wróciłam do łóżka. Za bardzo bolało. Wieczorem powtórka z rozrywki. Poddałam się i leżałam. Na wieczornym obchodzie dostałam opieprz, że sama nie chodzę i że powinnam mieć wyciągnięty cewnik. Puściłam to gadanie mimo uszu.

Dzień drugi


Wstałam. Sama, bez niczyjej pomocy. Najpierw zaparłam się na łokciach, później przekręciłam na bok i powoli, powolutku wstałam. Doszłam sama do ubikacji. Po obchodzie wyciągnięto mi cewnik. Dziwne uczucie, bo trzeba od nowa nauczyć się siusiać - nie czuje się parcia na pęcherz. Spięłam się, żeby chodzić. Chciałam wszystko robić sama przy dziecku i nie być na łasce innych. Wieczorem śmigałam już jak rakieta z wózeczkiem po korytarzu.

Dzień trzeci


Przyszedł kryzys. Rana bolała, ja nie miałam sił. Co chwilę prosiłam o leki. Dostałam dożylnie paracetamol. Pomogło na szczęście. Chodziłam, mimo bólu, bo lekarze straszyli zrostami. Przygarbiona, z miną cierpiętnicy. Ale czego się nie robi dla dziecka.

Dzień czwarty


Jest lepiej. Mam system wstawania, ale dalej jestem powolna. Wszystko robię sama przy dziecku. Ściągnęli opatrunek z rany. Czuję się jakby mi wszystko miało się rozejść w każdej chwili. Po kilku godzinach przyzwyczajam się i jest mi nawet wygodniej. Rana piecze, ale jest znośnie.

Dzień piąty


Wracamy do domu! Po obchodzie dostajemy wypis. Gin ściąga szwy. Pakujemy manatki i wracamy na stare śmieci.

Kolejne dni


Brzuch był opuchnięty i obolały. Nosiłam luźne spodnie, wysokie majtki. Wszystko urażało ranę... Brzuch powolutku spadał. Powoli stawał się mniej obolały...
Do tej pory jednak skóra po dotknięciu od mniej więcej połowy długości pod pępkiem jest wrażliwa i lekko obolała. Nie doszłam do końca do siebie. Podobno miejsce po cięciu może być wrażliwe nawet do roku po cc.


I teraz taka chwila konsternacji. Warto mieć cesarkę na żądanie? W życiu bym nie chciała... Pomimo tego, że ogólnie poród wspominam dobrze, to żałuję i to bardzo, że nie było mi dane rodzić naturalnie..
Dostaję nerwicy, gdy słyszę, że jakaś kobieta nie chce rodzić siłami natury, bo boli. A cesarka nie boli? Przecież to operacja jak każda inna niosąca wiele komplikacji! Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem cesarek na życzenie.

I nie żebym straszyła kobiety w ciąży czy czuła nienawiść do tych, które cesarkę na życzenie miały. Nie, to tylko moje refleksje i wspomnienia.

3 dni po cc
15 dni po cc
32 dni po cc
57 dni po cc

A jak Wy wspominacie swoje porody?

Zobacz również

24 komentarzy

  1. Ja dobrze wspominam swój poród, w sumie od pierwszego skurczu do narodzin minęło 3h55min :)

    A tak naprawdę odkąd dowiedziałam się że zaczęłam rodzić do narodzin - 1h25min :)

    Skurcze miałam od 8 ale nie wiedziałam że rodzę, myślałam że jak odłączą mi oxy to mi przejdzie i tak się bujałam do 10,30 kiedy zbadali mnie i miałam 6cm i odeszły mi wody ;)

    Tak to ja mogę rodzić jeszcze 5 razy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nieźle Ciebie tam traktowali... to się nazywa rodzić po ludzku :(
    Mój poród: od 6rano do 13 w domu. Potem jazda do szpitala i mnóstwo papierologii. O 15 wylądowałam na łóżku a o 17.05 urodziłam Martę. Najgorzej wspominam 2 rzeczy: nacięcie krocza jak skończył się skurcz (ałłł, cięcie na żywca!) i 7 dni ze szwami (masakra)
    Reszta ok - ale to nie bajka i nie widzę w tym nic magicznego, jak to niektóre dziewczyny opisują. Czysta fizjologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi położna powiedziała, że nie dam rady urodzić, ale mają taki wymóg przed cc, że muszę spróbować rodzić naturalnie... Ale wytrzymałam :) Tylko zmęczona byłam bardzo...

      Magiczną chwilą można nazwać zobaczenie dziecka, a nie poród :D

      Usuń
  3. hmm
    a ja rodziłam sn
    bez znieczulenia - nie nie pisze po to, żeby się chwalić
    jestem zła, że mnie tak potraktowali
    11 godz porodu ze skurczami krzyzowymi co 2-3 minut, odeslanie z porodowki bo nic nie ma a ja przeciez rodze..
    naciecie - blizna dalej nieraz boli moze nawet do 2 lat bolec..
    i najlepsze.. 2 godziny parcia bo polozne wychodzily zostawiajac mnie z mezem i ja sie blokowalam..
    i na koncu spadajace tetno malego..
    slysze tylko - prosze przygotowac kleszcze
    na szczescie nie uzyto ich za to 2 grube lekarki siadly mi naklatce i brzuchu i wicisnely wrecz malego rozrywajac mnie..
    pozniej szycie ktore twralo z 30 minut i bolalo jak cholera
    od razu dziecko ze mna, nikt nie chcial go wziac nawet na 15 minut mimo ze nie spalam 2 doby :/ , srodki rpzeciwbolowe: o tak tabletka paracetamolu po porodzie.. brawo.
    pozniej ketonal ktory dawal mi chwile spokoju ..
    brak mozliwosci siedzenia na tylku 1,5 mc..
    wiec...
    jesli mam rodzic 2 dziecko to tylko cc .. zdania nie zmienie, nikt nie zagwarantuje mi ze bylo lepiej
    boje sie jak cholera ale wspomnienie jest gorsze..

    brrrrr
    az mi zle jak sobie to przypominam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamma, u nas, w naszym rejonie nie ma takiego czegoś jak chwalenie się porodem bez znieczulenia - bo u nas po prostu go nie dają, nawet za kasę :D

      mi na szczęście udało się ominąć nacięcie krocza...

      Usuń

    2. ja błagalam o znieczulenie, które mi się należalo a którego nie dostałam. zapłaciłabym każda kase za nie, ale niestety.. było minęło, teraz jestem mądrzejsza ale to już musztarda po obiedzie :P
      też słyszałam, że bez nacinania gojenie jest szybsze..

      Usuń
    3. boshe współczuje !
      ja też rodziłam bez znieczulenia , ale swój poród wspominam dobrze.
      Twój z tego co piszesz to istny horror
      i jeszcze te lekarki bryyy

      Usuń
    4. Jejku... Polska służba zdrowia jest straszna. W szczególności jeśli chodzi o ochronę krocza i podanie znieczulenia... Mi proponowali gas&air ale nie skorzystałam.

      Usuń
    5. u mnie była standardowa śpiewka - pierw za wcześnie a poźniej za późno :/ i o to mam największy żal, bo obiecywane było :( człowiek błaga w takiej chwili a one wychodzą, żeby nie słyszeć :( tak naprawdę gdyby nie to to wiem, że wspominałabym to inaczej ..

      Usuń
  4. dzielna z Ciebie dziewczyna !

    Ja urodziłam szybko 8h bez znieczulenia raz dwa i po sprawie, nie pamiętam wiele.
    Pamiętam , że w kryzysie mówiłam do położnej i do męża "nie dam rady" , mąż wziął mnie za rękę i powiedział musisz dać radę za chwilę będzie po wszytskim nie wiem czy to dodało mi siły czy ból zmobilizował mnie do działania. Za godzinę Jaś był na świecie.
    Od początku ciąży tyle się naczytałam o znieczuleniu, że kategorycznie go nie chciałam. Dziś jestem 1,5 miesiąca po porodzie i nie pamiętam bólu. Wiem, że bolało ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak.
    Jak zobaczyłam małego i położyli mi go na piersiach takiego ciepłego , zapomniałam o wszytskim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o pamiętam ten kryzys - to jeden z momentów porodu, który mnie teraz można by rzec.. bawi ? powiedziałam do położnej, że wychodze i nie będę rodzić jak nic nie idzie i mówiłam to poważnie, ze śmiertelna miną.. hehe ;-)

      Usuń
    2. Ja niestety ból po cc pamiętam i to mnie przeraża. Że mogłabym mieć drugą cc, a po niej komplikacje są niestety większe...

      Usuń
  5. moja siostra która rodziła i naturalnie i miała cesarkę mówi , że cesarka to katorga. Strasznie długo dochodziła do siebie, możesz być z siebie dumna, że zaraz sama wszystko robiłaś przy maleństwie. Pamiętam jak moja siostra płakała z bólu przy każdym ruchu, a o podniesieniu dziecka z łóżeczka nie było nawet mowy ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w 2 czy 3 dobie sama Małego nosiłam. Niby nie powinnam, ale która położna by latała na każdy dzwonek do przebierania?:/

      Usuń
  6. Nie chcę pamiętać swojego porodu. Rodziłam sn, bez żadnego znieczulenia. Masa komplikacji (niektóre mam do dziś), krwotok, transfuzja, ponad 30 szwów. Mój Maluch miał wylew II stopnia (gdybym miała cesarkę nie doszłoby do tego), ale na szczęście dzisiaj u niego już wszystko ok. Na kolejne dziecko się nie zdecyduję.
    Ale Twojego porodu też nie zazdroszczę :/ Zwłaszcza bólu po.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja swój poród opisałam u siebie na blogu. Ale w skrócie, po 30 godzinach porodu również zrobiono mi CC. Rysiek urodził się o 19:55 a ja na nogi wstałam nastepnego dnia o 8 rano. Musiałam po prostu iść umyć twarz :) Na początku było ciężko. Chodziłam jak babuleńka ale bardzo szybko doszłam do siebie. Rana zagoiła się na mnie jak na przysłowiowym psie. teraz nawet nie dam rady jej wymacać. Każdy przechodzi inaczej. Ale oczywiście, że wolałabym urodzić naturalnie. CC to operacja w końcu. Ja podczas operacji oglądałam sobie moje bebechy w lampie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja cc wspominam bardzo dobrze i nie żałuję, że ją miałam :)Owszem boleć bolało ale da się przeżyć. A i tak uważam, że to nic w porównaniu z porodem sn. Mały urodził się po 13 a ja już o 19 byłam na nogach. I tez podobnie jak Ty bałam się, że znieczulenie jeszcze nie zaczęło dobrze działać a oni chcą mnie już na żywca ciąć ;) Najgorsze dla mnie były 2 tygodnie po cc bo niekiedy łapały mnie takie bóle, że aż mnie skręcało ale teraz już jest ok i nic nie boli (jutro minie 5 miesięcy :) )

    OdpowiedzUsuń
  9. ja swój poród (sn), jak wiesz, wspominam bardzo źle, fatalnie. I podobnie jak Ty dziwisz się cesarkom na żądanie i żałujesz, że nie dane Ci było rodzić naturalnie, tak ja dziwię się porodom naturalnym, gdy można mieć cc i BARDZO, jak chyba dotychczas nigdy niczego, żałuję, że nie zrobiono mi cesarki. 9 miesięcy ciąży było jak fraszka-igraszka. 4 pierwsze miesiące z koszmarnie rozwrzeszczaną, niedającą się nawet przysłowiowo wysikać Zosią - też. Ale poród...
    To niestety tych kilka godzin (kilka, bo skurczy rzadszych, niż co dwie minuty, nie wliczam jeszcze do porodu) zadecydowały, że więcej dzieci mieć nie będę.
    Szczegóły pominę, bo aż mnie skręca w środku, jak sobie to przypominam, nie mówiąc o opisywaniu.
    A konsekwencje też ciągną się aż do dziś.
    Ciocia Dep ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja swój poród wspominam bardzo dobrze, z uśmiechem, wręcz głupawy śmiechem. Ale rzadko się zdarza, by ktoś rodził kilkanaście minut. I nie żałuję, że odważyłam się rodzić SN mając możliwość CC. Wszystkim będę radzić, by zdać się na naturę i los. Po co ingerować i zmieniać na siłę bieg zdarzeń?
    Ciocia Puma ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. również rodzilam 12 godzin sn bez znieczulenia, po czym zrobiono mi cc. Skurcze co 2 minuty, bole krzyzowe.Przy porodzie zero pomocy ze strony położnych, pomijając fakt że traciłam z bólu przytomnośc, nie miał mi kto nawet wody podac bo nie miałam sily wstac z podłogi, w końcu po 15 minutach darcia się na cały oddzial przyszła jedna położna i z łaską mi podała wodę, pytając co sie tak drę. Przy parciu, z całej sily polożyła mi się jedna na brzuchu zeby wypchac malą, ale nic nie pomogło, na szczęscie przyszedł lekarz i kazał im przygotowac mnie do cc. Sto razy bardziej wolę bol po cesarce niż przy porodzie naturalnym i wcale się nie dziwię że kobiety nie chcą rodzic naturalnie skoro opieka przy porodzie jest jaka jest, a niestety w nie każdym szpitalu podają znieczulenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. hej ja też rodziłam naturalnie ale skończyło się cesarką. Myślę że cc jest po to żeby z niej korzystać gdy na prawdę zaczyna się dziać coś nie dobrego ale z tego co czytam to wygląda to tak ze część kobiet załatwia sobie skierowanie na cc na lewo bez większych powodów choć być może urodziłaby bez problemu i później gdy taka uczciwa w czasie porodu ma kłopoty to tak ciężko jest o cc bo zapewne szpital cc dużo więcej kosztuje. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać jak przebiegła moja cc krok po kroku to zapraszam na mojego bloga http://omgdziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Subscribe