O ciąży wspomnień kilka

08:42

Ciąża była dla mnie dużym zaskoczeniem. Jednak bardzo pozytywnym, bo o własnym dziecku marzyłam już jako mała dziewczynka.
Dokładnie pod koniec października zaczęłam odczuwać pierwsze mdłości. Pamiętam to jak dziś: ciepła kolacja w postaci parowańców a do tego żeberka z sosem. Mdliło mnie niemiłosiernie i chyba już nigdy tego dania nie zjem ;) Myśl o ciąży jednak od siebie odsuwałam. W międzyczasie pojechałam z K. do Zakopanego, a już w nim zauważyłam, że brzuch lekko mi wystaje, a piersi są bolesne i powiększone. Po powrocie do domu zrobiłam test ciążowy, to było dokładnie 16. grudnia - wyszły 2 kreski.
Początkowo wielki uśmiech i łzy wzruszenia, które zamieniły się w łzy paniki. No bo jak ja sobie poradzę? Co powiem mamie? Na szczęście K. podtrzymywał mnie przy myśli, że będzie i musi być ok. Tydzień później byłam u gina na badaniu. Ciąża potwierdzona, 10 tydzień.Ginekolog był zaniepokojony moim brakiem przybierania wagi, przy mojej niedowadze było to zagrożeniem dla dziecka. Dokładnie tego dnia wybraliśmy imiona: Fabian lub Anielka. Pierwszy trymestr zleciał błyskawicznie, pamiętam z niego najbardziej... mdłości i wypatrywanie brzuszka.
Trymestr drugi. Mdłości poszły w siną dal, waga zaczęła stopniowo iść do góry. Niestety w okolicach 20 tygodnia pojawiły się skurcze, stawianie macicy i twardość brzucha. Trafiłam na 7 dni do szpitala. Od tamtej pory przyjmowałam Luteinę na zatrzymanie akcji, No-Spę i Magnez. Brzuch dalej twardniał, a ja dostałam nakaz leżenia. Od czasu do czasu przy lepszych wiatrach razem z K. wychodziliśmy do parku, który jest niedaleko naszego domu. Musiałam rozprostowywać nogi i się dotleniać. Niestety nie zdarzało się to zbyt często, więc świat podglądałam z okna pokoju. Trymestr drugi minął szybciej niż pierwszy, brzuszek rósł a ja się nim cieszyłam.
Nadszedł trzeci, ostatni już trymestr. Ten zaczął mnie przerażać, chyba najbardziej wizją porodu. Pojawiły się znowu nieciekawe objawy ciążowe. Zgaga, na którą nic nie pomagało; ból żeber - czasami taki, że płakałam z bólu w poduszkę i zagryzałam zęby i najgorsze - opuchlizna. Nogi miałam spuchnięte jak 2 baniaki, miałam podejrzenie zatruciem ciążowym. Na szczęście okazało się, że jest to reakcja mojego ciała na... zbliżający się poród. Dokładnie 3 lipca o godzinie 17.26  w 38 tygodniu ciąży urodziłam moją kruszynkę. Chłopca o imieniu Fabian. Pomimo porodu trwającego 17 godzin i 11 minut był to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Zmienił je o 180 stopni, ale dzięki temu maleńkiemu człowieczkowi życie jest wspaniałe, a ja... a ja zmieniłam się na lepsze. Dojrzałam, dorosłam i spełniam swoje marzenia. Chcę mieć szczęśliwe dziecko i być szczęśliwą mamą.
Pomimo ciężkiego i długiego porodu wiem, że zdecyduję się na drugie dziecko. Chociaż ciąża i te wszystkie dolegliwości mnie przerażają, to wiem, że warto. Dziecko to wynagradza.


Podsumowując:
  • urodziłam 3 lipca 2012 godzina 17.26
  • przeprowadzona cesarka (powód: brak postępów porodu)
  • poród trwał 17h11"
  • chłopiec, Fabian Konrad
  • waga 3494 gram, długość 54 cm
  • 9 pkt, po 5 minutach 10 pkt w skali Apgar
  • łącznie przytyłam 17 kg


Zobacz również

4 komentarzy

  1. pięknie się czyta :) wzruszające :) najważniejsze że z happy end'em :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I teraz masz przy sobie taką piekną nagrodę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpiękniejszą i najwspanialszą na świecie :)

      Usuń

Subscribe