wtorek, 30 września 2014

Misz-masz, czyli podsumowanie wakacji 2014

Tegoroczne wakacje minęły nam bardzo szybko. Lipiec był miesiącem praktyk, sierpień odpoczynku, a wrzesień przyniósł sporo pracy i żłobek. Odpoczęliśmy, ale nie pogardziłabym jeszcze jednym wolnym miesiącem i słoneczkiem :) Ale pewnie nie tylko ja...

Dziś przygotowałam dla Was misz-masz, który tak lubicie. To zdjęciowe podsumowanie wakacji. Bo na co dzień nie mam czasu na przygotowywanie co tygodniowych podsumowań. Dlatego od dziś misz-masz będzie pojawiał się w formie miesięcznej lub kwartalnikowej, ale to wyjdzie w praniu. Mam nadzieję, że taka wersja przypadnie Wam do gustu. W międzyczasie oczywiście będą pojawiać się normalne notki ze zdjęciami. Po prostu misz-masz będzie pokazywał te dotąd nie opublikowane :)

PS. Od dziś na blogu zmienia się sposób komentowania. Idę w kierunku osób, które nie wiedziały jak komentować nie mając konta. Od dziś komentarze można zostawiać anonimowo, lub można zarejestrować się i dodawać komentarz np. poprzez facebook. Do tego macie możliwość poinformowania Was o odpowiedziach do Waszych komentarzy. Mam nadzieję, że szybko przyzwyczaicie się do nowego panelu :)


Wakacje zaczęłam od metamorfozy i dużego ciachnięcia włosów u fryzjera ;)


Próbowałam przekonać syna do owoców, ale póki co numerem jeden nadal jest banan. I od czasu do czasu skusi się na polizanie (...) jabłka


W szpilkach i koturnach chodzi lepiej niż nie jedna kobieta :D


Dżem truskawkowy wyszedł przepyszny, ale się nie zawekował...


Po fascynacji Peppą przyszedł czas na Dorę. To nowa miłość. Wstaje zaraz o 7, bo wie, że w tv będzie "tototooo"


Na ścianie namalował "tsy"


Uczyliśmy się prac domowych. Na zdjęciu wspólnie przygotowywaliśmy obiad :)


Świętowaliśmy drugie urodziny :) Zdjęć z imprezy dalej nie wstawiłam na bloga :P



Rysowaliśmy kredą. Na balkonie i na dworze. Kółka, kreski i słoneczka :)




Mieliśmy dzienne i nocne niespodzianki pod postacią robactwa wszelkiego



Bawiliśmy się... różnie... ;)



Udawaliśmy mamę :)








Chłodziliśmy się gdy było nam gorąco



I jedliśmy ulubione lody w ulubionej lodziarni. A najlepsze były te o smaku mascarpone!




Wstawać rano nam się nie chciało



Ale spędziliśmy je razem i to jest najważniejsze <3

A jak Wam minęły wakacje?

czwartek, 25 września 2014

Woski Yankee Candle - Cranbery Zest

W sezonie jesienno-zimowym lubię gdy w domu pachnie. Wiosna i lato przynoszą zawsze zapach kwiatów i owoców, jednak jesienią poszukuję czegoś co da mi przytulny i ciepły nastrój. Lubię wieczorami zapalić sobie świeczkę, wejść pod ciepły koc, popijać dobrą herbatę i czytać dobrą książkę lub Wasze blogi. 

Czasami odpalam świeczki, ale odkąd odkryłam woski, to w większości właśnie tak wyczarowuję zapachy. Pierwszą styczność z jankami miałam, gdy wygrałam dwa w konkursie. Od tamtej pory przepadłam :)

W styczniu na urodziny Mama Diabełka obdarowała mnie 3 zapachami (ach dziękuję kochana jeszcze raz  :*:*:*), więc podzielę się z Wami moimi przemyśleniami o tym, co te zapachy mi przypominają. Ale uwaga, ja jestem fanką zapachów typowo jedzeniowych :D


Co to są woski i "z czym się to je".
Woski to zapachy zamknięte w formie przypominającej kształtem tartę (te z firmy YC). Aby je użyć potrzebujemy kominek i bezzapachowe podgrzewacze. Wosk kruszymy i kawałek wrzucamy w miseczkę u góry kominka. Pod miseczką kominka umieszczamy zapalony podgrzewacz. I teraz dzieje się magia :) Wosk topi się, przybiera postać płyną i wydziela zapach. Po zgaszeniu i ostygnięciu znów przybiera postać stałą. Jeden kawałeczek możemy używać do momentu gdy go "wypalimy" i zapach się skończy, bądź możemy po kilku paleniach odłożyć go na bok i powtórnie użyć. Proste, prawda? :)


A teraz przejdźmy do samego opisu zapachu i tego, jak odebrał go mój nos :)
Żurawina kojarzy mi się z dwoma woniami - ta suszona ze słodyczą, a świeża z cierpkością i świeżością. Ten zapach bardziej przypomina słodką suszoną żurawinę. Zapach jest słodki, ale nie mdlący z lekko wyczuwalną chemiczną nutą, która miała być chyba tymi cytrusami. Gdyby nie te "cytrusy", to uwiodłaby mnie na dwieście procent, bo jestem miłośniczką żurawiny pod każdą postacią :)) Mimo to zapach jest ciekawy i warty przetestowania.

Cranberry Zest to prawdziwie stymulujące, owocowe uderzenie! W ciemnoczerwonym, w pełni naturalnym wosku Yankee Candle znaleźć można spektrum wszystkich smaków i aromatów charakterystycznych dla przepysznej, świątecznej żurawiny. Początkowa odrobina goryczy zanika po to, by po chwili wybuchnąć prawdziwą, nasyconą, niezwykle intensywną słodyczą. Żurawinowa pokusa to kompozycja idealna na jesienne i zimowe, coraz dłuższe wieczory – ocieplająca i dodająca energii jednocześnie, kojarząca się z domowym ciepłem i szczęśliwymi chwilami spędzanymi przy świątecznym stole. Cranberry Zest to kwintesencja owocowej soczystości i pretekst do tego, żeby przyjrzeć się zimowym delicjom z trochę innej strony.

YANKEE CANDLE
Cranberry Zest
Do kupienia np. na goodies.pl (klik)

wtorek, 23 września 2014

Od 1 do 10 - Ola Cieślak

Jakiś czas temu rozglądałam się za książeczką o cyferkach. Wszystko przez mały szał, w który Fabianek wpadł. Mianowicie pokazywał cyfry na tablicach rejestracyjnych i kazał mi je głośno wypowiadać :D W związku z tym wiedziałam, że czeka nas zakup książeczki z cyframi.


Zastanawiałam się między pozycją Oli Cieślak, a Jacka Cygana. Wybór padł na panią Cieślak. Wcale go nie żałuję. 

Podobają mi się krótkie rymowanki dopasowane do każdej cyfry. Moimi ulubionymi są o cyfrze jeden i osiem. Fabiś za to uwielbia dziesięć i siedem. 

Czytamy ją codziennie. Pokazujemy zwierzątka, uczymy się mówić cyfry i powoli widzimy postęp. Po mówieniu csy przyszło ładne tzy z czego jestem bardzo dumna :) Fab zaczął także mówić ses (sześć). Chociaż jego ulubioną cyfrą stanowczo jest osiem :)





Od 1 do 10 - Ola Cieślak
Książka całokartonowa
Wyd. Dwie Siostry

poniedziałek, 22 września 2014

Sałatka z selerem konserwowym

Dawno nie było tu żadnego przepisu, a wiem że lubicie kiedy dodaję coś co robi się szybko, łatwo i małym kosztem. Dlatego dzisiaj podrzucam Wam przepis na sałatkę. Możecie ją podać na imprezie, albo zjeść sobie zamiast kolacji. To jeden z moich sałatkowych ulubieńców :)


Składniki:
  • słoik selera konserwowego
  • 25 dag szynki w kawałku
  • 15-20 dag sera żółtego w kawałku
  • średnia czerwona papryka
  • 4 ogórki konserwowe
  • groszek konserwowy
  • kukurydza konserwowa
  • pół pęczka natki pietruszki
  • kilka łyżek majonezu


Selera odsączamy z zalewy i wyciskamy w dłoni z resztek zalewy, kroimy. Kukurydzę i groszek odsączamy na sitku. Ser ścieramy na tarce jarzynowej, na grubych oczkach. Szynkę kroimy w drobną kostkę, podobnie z papryką oraz ogórkami. Natkę drobno siekamy. Dodajemy mocno odsączone kukurydzę i groszek. Mieszamy z kilkoma łyżkami majonezu. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.