sobota, 20 grudnia 2014

Jak odpieluchować dziecko?

Jeszcze niedawno sama się nad tym zastanawiałam. Czytałam blogi, oglądałam zdjęcia i zazdrościłam wszystkim mamusiom, które mają już odpieluchowane dzieci. Bo Fabiś, pomimo tego, że w okolicach 2rż zaczął informować o swoich potrzebach fizjologicznych, to na nocnik usiąść nie chciał. Parzył go w tyłek i koniec kropka. Za każdym razem zaglądając w pieluszkę przeżywałam zawał - bo odparzenie goniło odparzenie i od urodzenia było coraz gorzej. Kremy, pudry, maści i zmiany pieluch nie pomagały, więc modliłam się o to, żeby syn jednak się przekonał.

Na wakacjach synek zaczął mówić kiedy chce mu się siusiu. Jednak na nocnik nie siadał. Na ten czas kazał zakładać sobie pieluchę. W związku z tym cierpliwie czekałam. Jakieś 3 tygodnie temu sam z siebie usiadł na nocnik i się załatwił. Sam, ze swojej inicjatywy, bez zmuszania, bez sadzania. Od tamtej pory pożegnaliśmy pieluchy. Ubieramy je jedynie na spacer i do spania. Nie ma wpadek, nie ma przypominania. Po prostu synek sam uznał, że to jego pora.

Jestem z niego ogromnie dumna. Z siebie też, że nie uległam innym. Dużo osób już na wakacjach wmawiało mi, że to moja wina, że synek nie siusia na nocnik. Bo nie wysadzałam go odkąd zaczął sam siedzieć. Ja wyszłam z założenia, że dziecko jest mądre i samo wie, kiedy jest gotowe na ściągnięcie pieluchy. W końcu musi się nauczyć kontrolować swoje potrzeby. Byłam cierpliwa i ta cierpliwość zaowocowała i nagrodziła nas taką niespodzianką :)

Jeśli ktoś Was poucza, że to czas na siusianie na nocnik i każe Wam na siłę wysadzać dziecko, to wsadźcie mu jego rady w jego cztery litery. Zaufajcie swojemu dziecku, niech powoli uczy się kontrolowania potrzeb fizjologicznych. A ten moment nastąpi niespodziewanie, tak jak i u nas :)

A od siebie dodam jeszcze małą poradę dla mam chłopców o grubiutkich udkach i sporej pupie - u nas najlepiej sprawdzają się bokserki, ponieważ nie wrzynają się w udka. Slipy krępowały ruchy i wrzynały się w pachwinki :)

środa, 17 grudnia 2014

Pierniczymy

Kilka dni temu w końcu wzięliśmy się za pierniczenie. Tak jak i w tamtym roku oczywiście Fabio nie miał humoru ;P Ciasto wyrobiłam sama, ale już przy wycinaniu młodzież była skora do pomocy. Oczywiście nie obeszło się bez kradzieży wałka, dziurawienia ciasta i psucia wyciętych już pierniczków... Ale najważniejsze, że była przy tym dobra zabawa. A pierniczki prawie wszystkie już zjedzone :P








niedziela, 14 grudnia 2014

Zabawy z dwulatkiem - samochody

Od dłuższego czasu Fabiś ma jedno wielkie hobby - samochody. Wspieram je w możliwie jak najlepszy sposób, dlatego staram się wynajdywać ciekawe samochody, niekoniecznie plastikowe. Razem układamy je, jeździmy, ścigamy się :) Począwszy od wielkich samochodów do piaskownicy, kończąc na maleńkich resorakach - wszystko jest w użyciu. Chociaż w ostatnim czasie Fab najbardziej interesuje się resorakami oraz wszystkimi autami "ijo", aczkolwiek bawimy się w pital (szpital), a jeszcze nie mamy karetki, więc zakup przed nami :D


Mamy kilka autek drewnianych, które ja bardzo lubię. Między innymi jest to ten drewniany dźwig. Auto inne niż wszystkie, ponieważ na tej łapce dźwigu zaczepiony jest magnes i możemy podnosić dołączone do zestawu klocki. Póki co Fabiś nie bardzo umie i chce się nim bawić, zazwyczaj po prostu ciąga go za sznurek po całym domu. W ogóle jakoś drewniane auta nie bardzo przypadły mu do gustu, więc staram się ich nie kupować (chociaż moja miłość do drewna trwa i trwać będzie :D)

Oczywiście nie ma zabawy, jeśli wszystkie auta nie są rozsypane po całym pokoju ;) Dlatego jeśli się bawimy, to staramy się je jakoś poukładać, żeby można było się poruszać po pokoju :D Najfajniejszą opcją jest tworzenie parkingów i pociągów. Na zdjęciu możecie dostrzec mały "pociąg" zmontowany z autek firmy Wader. Lubię zabawki z Wadera, ponieważ w parze z niską ceną idzie bardzo dobra jakość. Jedno z tych autek mamy ponad rok i dalej wygląda jak nowe (chociaż jeździło po chodnikach). Na tym zdjęciu Fabiś bawi się akurat pociągiem, który dostał na drugie urodziny. Nie pamiętam jaka to firma (buuu), ale pociąg rewelacja, wagony przyłącza się na magnes i można się bawić bez obaw, że coś się rozłączy. Pokazuję też Fabiemu działanie magnesów i czasami próbujemy dołączyć wagon w odwrotną stronę i wtedy lokomotywa przed nim ucieka :))

Wiosną znaleźliśmy w sklepie obok naszego domu samochodowe cacuszko - miętowego trabanta. I od tamtej pory zaczęło się nasze małe hobby, czyli kolekcjonowanie aut z czasów PRL-u. Do tej pory udało nam się uzbierać dwie Nysy (jeden autobus, jedną Milicję), Fiata 125P (Milicję), Fiata 126P, Warszawę, Syrenę, Trabanta, Poloneza CARO Plus. Kolekcja wg mnie jest rewelacyjna. Fabiś zawsze chwali się tymi autkami i każdy kto do nas przyjdzie jest nimi zachwycony. Jeden minus jest taki, że to połączenie metalu z plastikiem i niestety ten plastik odpada... Odpadły nam już reflektory, zderzaki :/ w Trabancie odpadła opona. Dlatego nie wiem czy jest sens je polecać. Chyba bardziej żeby kolekcjonersko stały na półce. U nas auta są w użytku, przechodzą wypadki i loty z balkonu ;) dlatego mają prawo się psuć. Wygląd za jakość? No coś za coś. Mamy z tej firmy jeszcze kilka autek w skali 1:24 kupionych w PEPCO, ale są podobnej jakości, czyli wszystko co plastikowe zaraz się psuje i odpada.


Ostatnio jednak oprócz aut ijo ijo (które nota bene nie załapały się do zdjęć) są... resoraki. To jest miłość i uwielbienie :) Największą radość z Mikołajkowych prezentów sprawiły mu właśnie resoraki. Ale to chyba taki wiek, bo pamiętam, że młodsza siostra też wielbiła wszelkie malutkie zabawki :)) Także resoraki powoli kompletujemy. Najczęściej kupuję je w PEPCO, ponieważ są tanie i dość dobre jakościowo. Cena waha się od 3 do 5 zł za te najtańsze. 


U Was też jest taki szał autkowy? :)
Dajcie znać czy chciałybyście review i filmik z pokazaniem naszych zabawek, jak je przechowujemy. Może zrobimy nawet room tour? Czekamy na Wasze zdanie :)

_______________
koszulka H&M, spodnie Lady Bird, kapcie pandy Pepco
dźwig - Ikea 
małe autka Friends on the move - Wader
pojazdy PRL-u - Welly 

piątek, 12 grudnia 2014

Pierwsze pobieranie krwi i rentgen płuc

Choroba Fabisia trwa i trwa... W międzyczasie bujamy się od lekarza do lekarza, aby konsultować czy wszystko idzie w dobrym kierunku. Od lekarza pediatry trafiliśmy do pulmunologa, gdzie Fab jest pod stałą kontrolą. Niestety jest też stale na arsenale leków. No, ale nie o tym miało być. Pulmunolog zlecił nam badanie IgA/IgE, które wykonuje się z krwi w celu wykluczenia alergii.

Nasze pierwsze pobieranie krwi, więc strach ogromny, jak to będzie i czy syn się nie zrazi. Odwlekłam w czasie całe 2 dni ;) ale dłużej nie mogłam, więc jakoś trzeba było dać sobie radę. Wieczorem opowiedziałam synkowi, że Pani będzie chciała jego krewkę z rączki i czy mu da troszkę. Wytłumaczyłam, że pani musi jej troszkę wziąć, żeby w końcu wyzdrowiał. Syn chętnie się zgodził. Wytłumaczyłam mu, że pani będzie musiała użyć igły i że troszkę będzie boleć, ale za to (fanfary, matka dziecko przekupiła :D) pojedziemy autobusem i kupimy Kinder Niespodziankę. Dziecko wpadło w zachwyt, więc i strach ciut mniejszy. Rano nie było mi już tak wesoło ;) Ubraliśmy się, poszliśmy na autobus, dotarliśmy do przychodni. Jeszcze raz przypomniałam, że pani zabierze krewkę i będzie kuj kuj, ale za to kupimy jajo. Było troszkę jęczenia w drzwiach, ale do gabinetu wszedł spokojnie. Usiedliśmy razem na krześle, a ja od razu poinformowałam panie, że syn jest niewspółpracujący ;) więc obydwie musiały podejść do nas. Założyliśmy z paniami bransoletkę i szukaliśmy żyłki. Na prawej ręce się nie udało, na lewej żyły nie widoczne. Pani zastanawiała się już nad pobieraniem z palca (a mi od razu przyszło na myśl, że będziemy siedzieć z godzinę, Fab będzie płakał i się wyrywał, a krew będzie ledwo kapać...), ale założyła Fabiemu bransoletkę na lewą rękę i... udało się! Żyła się znalazła. W tym momencie powiedziałam Fabiśkowi, że teraz pani weźmie krewkę, a ja go przytulę. Wtuliłam jego głowę w swoje piersi i... Syn ledwo zapłakał, trzymał rękę cały czas prosto! Szok, szok i jeszcze raz szok! Po skończonym pobieraniu od razu uśmiech, machanie paniom i upominanie się o jajo ;) Ale chwilę musieliśmy posiedzieć i uciskać rękę, żeby nie zrobił się siniak. Później chwalił się wszystkim, że był dzielny!




U lekarza okazało się, że na szczęście wyniki są ok. Jednak niepokojące było 1,5 miesięczne zaflegmienie. Decyzja, że idziemy na rentgen zrobić zdjęcie płuc. Po drodze (bo to piętro wyżej) wytłumaczyłam synkowi, że pani zrobi mu zdjęcie, a on musi się uśmiechać żeby wyszło piękne. Wszedł spokojny z babcią, stał ślicznie, uśmiechał się, a zdjęcie wyszło za pierwszym razem! Wynik dobry, więc zadowoleni wróciliśmy do domu :)

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo wiem, że rozmowa z dzieckiem jest bardzo ważna. Lepiej dziecku wytłumaczyć co będzie się działo. Wcześniej się tego bałam. Najbardziej tego, że wiedząc co go czeka będzie płacz, krzyk i kładzenie się na podłodze. Grubo się myliłam. Bo właśnie gdy dziecku tłumaczę, to jest spokojniejsze. Natomiast gdy nagle coś się dzieje, czego nie zna, co może sprawić mu ból, to nie chce współpracować. Dlatego właśnie gdy ktoś się mnie pyta czemu straszę dziecko, to zawsze odpowiadam, że po prostu tłumaczę co się będzie działo. I niech myślą, że jestem wariatką. Najważniejsze, że moje dziecko mi ufa.