niedziela, 19 października 2014

Sałatka z makaronem z zupek chińskich

W związku z tym, że dziś świętujemy dwurocznicę bloga :)) stwierdziłam, że podzielę się z Wami przepisem na sprawdzoną i przepyszną sałatkę, która jest jedną z moich ulubionych :)


Sałatka z makaronem z zupek chińskich

- 3 zupki chińskie o drobnym makaronie
- Podwójny filet z kurczaka
- Puszka kukurydzy konserwowej
- 2 spore czerwone cebule
- 3 papryki, najlepiej w 3 kolorach
- Pół pęczka natki pietruszki
- Duży majonez
- Sól i pieprz

Fileta z kurczaka kroimy w drobną kostkę i gotujemy. Makaron z zupek kruszymy na drobne kawałki i wsypujemy do miski. Paprykę kroimy w kostkę i dodajemy do makaronu. Kukurydzę dobrze osączamy z zalewy. Cebulę kroimy w drobną kostkę. Natkę siekamy. Dodajemy ostudzoną pierś z kurczaka. Całość mieszamy z całym opakowaniem majonezu. Przykrywamy folią i wstawiamy na noc do lodówki, aby suchy makaron wchłonął cały majonez. Rano doprawiamy solą i pieprzem do smaku



PS. Aktualnie jestem bez komputera. Notki będą się pojawiać, ale wybaczcie małą ilość tekstu i błędy - na telefonie ciężko mi się pisze.

piątek, 17 października 2014

To już dwa lata!

19 października dokładnie 2 lata temu stworzyłam Misiową Mamę. A swoją przygodę z blogiem o macierzyństwie zaczęłam od opisania tego, jak przebiegła moja ciąża. Bo już w trakcie jej trwania zastanawiałam się nad założeniem internetowego pamiętnika.

W niedzielę miną dwa lata blogowania. Ciężko mi uwierzyć, że to już tak długo jestem tutaj w tym miejscu. Cieszę się ogromnie z tego mojego kącika.

Mam takie swoje małe prywatne miejsce ze wspomnieniami. Bo niektóre rzeczy, najczęściej te błache zacierają się w pamięci. Dzięki temu miejscu mogę cofnąć się do naprawdę wspaniałych momentów mojego, naszego życia. I nie są to momenty tak ważne jak pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, czy pierwsze kroki, a wspaniała, czasami męcząca proza życia. Mimo to wspominam. Zawsze z łezką w oku czytam o tym, jak to u nas było i ile się zmieniło.

Przez te dwa lata zmieniliśmy się. Ja stałam się bardziej dojrzała, a Fabiś z niemowlaka wyrósł na sporego gościa, który już za nie całe 2 miesiące skończy 2 i pół roku!

A wszystko to skrzętnie udokumentowałam na tych kartach. I mimo, że czasami ogarnia mnie "niemoc artystyczna", że czasami zastanawiam się jak inne mamy to wszystko ogarniają, że czasami padam i zamiast zerknąć choć na chwilę na bloga to od razu idę spać... To wiem, że każda notka o nas jest zapisem naszego życia, które może za 2 lata będę miło wspominać, może z łezką w oku?

Dziękuję Wam drodzy czytelnicy za te wspaniałe dwa lata z nami! Że czytacie, że piszecie. Bądźcie z nami nadal, tego sobie życzymy na kolejne lata blogowania :)

Karolina i Fabiś


sobota, 11 października 2014

Jak nam minął tydzień?

Za szybko zaczęłam się cieszyć z Fabisiowej zdrowotnej poprawy. Wcale się nie poprawiło, ba! Wręcz się pogorszyło. Bo po kontroli lekarskiej dostaliśmy skierowanie na szpital... Wydałam fortunę na leki i prywatne wizyty u pulmunologa, ale swojego dopięłam i Fabiś jednak został w domu. Z arsenałem 8 leków... Szkoda mi go dawać do szpitala, bo pójdzie z jedną chorobą, a wyniesie 3 nowe. W dodatku teraz jakiś sezon na choroby u dzieci, więc cała przychodnia zawalona była chorymi dzieciakami... 

Mam nadzieję, że na poniedziałkowej kontroli okaże się jednak, że leki działają i że nie musimy iść na ten szpital. Modlę się już o to, bo siedzimy w domu 3 tydzień...

Wyobrażacie sobie 3 tygodnie w domu, gdy za oknem taka piękna pogoda? Tak mi go szkoda, że nie może wyjść na dwór :( A jest pięknie, ponad 20 stopni, wszyscy cieniutko ubrani, bo tak gorąco. A my kisimy się w domu... Oby w poniedziałek diagnoza była miła dla naszych uszu. Trzymajcie kciuki!


wtorek, 7 października 2014

Zabawy z dwulatkiem - klocki

Różne klocki przewalały nam się w domu i w ciągu ostatniego roku trochę ich wypróbowaliśmy. Po początkowym szale właśnie klockowym przyszedł czas na inne zabawki. Teraz znowu Fabiś zapałał miłością do klocków, więc korzystamy ile możemy. 

Klocki w domu mamy tylko i wyłącznie drewniane - kupione w Biedronce, takie przywiezione przez MT z Zakopca oraz Jengę. Po początkowych zachwytach Duplo doszłam do wniosku, że jednak drewniane są fajniejsze, bo potrzeba do nich większych umiejętności manualnych i... wyobraźni. Nie jest łatwo ułożyć z nich wysoką wieżę, więc zbudowanie na prawdę wielkiej napawa dumą zarówno rodzica, jak i dziecko. Plastikowe Hemar, o których kiedyś pisałam (klik) są u Baby Boni i właśnie tam Fabiś się nimi bawi. 

Jak się bawimy klockami? Najczęściej budujemy wieże (wg Fabisia dom) i... niszczymy je :D Budowa zamków jeszcze nam nie wychodzi, bo diablik nie ma jeszcze tyle cierpliwości ;) Robimy także domino z kostek Jenga, a później je wywracamy. Zabawom tak na prawdę nie ma końca i klocki codziennie są w użytku. Mimo tego nie wyszczerbiły się, nie wyblakły ani nie zszedł kolor. Nie ma to jak drewno :)