niedziela, 2 listopada 2014

Turlututu a kuku, to ja! Herve Tullet



Takiego książeczkowego szału dawno u nas nie było. Książka, którą widzicie powyżej nawet sypia z nami ;) Niewątpliwie tututu podbił Fabisiowe serduszko :)

Druga pozycja autorstwa Herve Tulleta, która zagościła w naszej biblioteczce. Jest to kolejna książka interaktywna, przy której nie ma szans na nudę - wciskamy przyciski, aby pojazd Turlututu latał; potrząsamy książką, a następnie dmuchamy na strony, aby pomalowane ściany szybko wysychały; czarujemy; śpiewamy... I wymieniać mogłabym o wiele, wiele dłużej.  U nas najczęściej jest jednak Fabi "siam", bo i samodzielnie może bawić się z tą książką :)

Książka ta jest magiczna. Ba, jest wspaniała. Kolorowa, żywa i taka wesoła. Polecam ją każdemu :) sama już raz kupiłam ją jako prezent i również wtedy się sprawdziła :)

Inne pozycje tego autora: Kolory






Turlututu akuku, to ja! - Herve Tullet
Wyd. Babaryba
Oprawa twarda


środa, 29 października 2014

Jak nam minął tydzień?

Znacznie mniej nas w blogosferze. Wszystko przez to, że mam popsuty komputer i zupełnie mam pojęcia kiedy zostanie naprawiony. A notki z telefonu pisze mi się tragicznie ;) Tak w skrócie co u nas:

Po 3 tygodniach choroby Fabiś w końcu wyzdrowiał. Diagnoza? Alergia, wyrzynająca się ostatnia piątka oraz zapalenie krtani i oskrzeli. Wszystko naraz, więc ciężko nam się było wyleczyć. Teraz zostało nam unikanie alergenów (ciężko będzie, bo podejrzewam, że F jest uczulony na kurz i roztocza) oraz wzmocnienie nadszarpniętej i to dość mocno odporności.
Fabi wrócił też do żłobka. Zostaje już na drzemki. Śpi bez problemów, ładnie je, jest grzeczny i nie wdaje się w bójki ;) Także jest ok i obydwoje jesteśmy zadowoleni.


Za to ja wróciłam na uczelnię. Plan mam tragiczny, z Fabinem praktycznie się mijamy... Ale nie chcę narzekać, bo studiuję dla nas, żebyśmy kiedyś w życiu mieli lepiej.
Poddałam się też małej metamorfozie, mianowie ścięłam włosy i je przefarbowałam. Efekty oceńcie sami ;)


piątek, 24 października 2014

Zabawy z dwulatkiem - kąpiel

Kąpiel. Jeszcze nie tak dawno na myśl o niej cierpła mi skóra. Dlaczego? Chyba większość dzieci po drugich urodzinach przechodzi kąpielowy bunt i czynność ta przypomina batalię między rodzicem a dzieckiem, przy wyjącej syrenie pod postacią małego człowieczka. Po czym łazienka przypomina pole bitwy ;)

Na szczęście ten okres już za nami (ufff...) i kąpiel w końcu jest relaksem dla nas obydwojga. Jednak sama kąpiel i mycie są dla dziecka nudne, więc trzeba w trakcie zapewnić jakieś atrakcje. Oprócz zwykłego przelewania wody kubeczkami czy też napełniania pustych butelek po kosmetykach wodą :D posiadamy także zabawki kąpielowe.

Zabawki wymieniam dość często, ponieważ w wilgotnej łazience guma jest świetnym siedliskiem dla pleśni, której z zabawek tego typu pozbyć się nie da. Dlatego wolę mniej wydać na gumowe kaczuchy, za to często je wymieniać. I przyznam szczerze, że ciężko trafić na dobrą jakościowo zabawkę w niskiej cenie. Mieliśmy już do czynienia z takimi, gdzie farbka po pierwszym myciu spłynęła zabawce z oczek i wyglądała jak postać z horroru �� Zabawki ze zdjęcia na szczęście moje wymogi spełniają, ponieważ nie farbują, są stosunkowo tanie (ok. 21 zł), a do tego są ładne. Jest to wyrób firmy BabyOno, którą z pewnością kojarzycie :)

A jak się bawimy podczas kąpieli? Pokazuję Fabisiowi dźwięki, które poszczególne zwierzątka wydają, myjemy części ciała zwierzątek a następnie powtarzamy wszystko na dzidziolu. Napełniamy też zwierzątka wodą, po czym zawsze tłumaczę Fabiankowi, że zwierzątka robią siusiu (myślę, że to fajny wstęp do nocnikowania).

Zabawki tak umilają nam kąpiel, że często kończy się ona protestami. Ale woda zimna, paluszki pomarszczone, więc nie ma zmiłuj. Najważniejsze, że kąpiel zaczęła sprawiać przyjemność :)





czwartek, 23 października 2014

Naciśnij szarą kropkę, a zobaczysz, co się stanie. Czyli Herve Tullet - Kolory



Gdy pierwszy raz spotkałam się z określeniem "książka interaktywna" byłam więcej niż ciekawa. W związku z tym od dawna na naszej czytelniczej liście znajdowały się książeczki autorstwa Herve Tulleta.

Czym ten autor wyróżnia się od innych? Tym, że książka nie służy tylko do czytania, ale także do zabawy. Jedną z takich pozycji jest niewątpliwie książka Kolory.

Przyznaję bez bicia, że Fabiś w domu nie korzysta z farb, ponieważ boję się ogromnego bałaganu, pomalowanych mebli i ścian oraz zniszczonych ciuchów. Dlatego farbami bawi się na chwilę obecną tylko w żłobku...

Na 'ratunek' przyszła nam książka o kolorach. Na kartach Fabiś ma okazję poznać kolory, zobaczyć, że z dwóch kolorów może powstać trzeci, zupełnie inny. Ogromną radość sprawia mu wciskanie kropek, pocieranie czy mieszanie kolorów. Kupa zabawy i śmiechu zawsze towarzyszy nam podczas czytania. W dodatku książka w ciekawy sposób uczy i zachęca dziecko do zabaw plastycznych. Myślę, że ta pozycja jest warta każdej złotówki na nią wydanej :)








Herve Tullet - Kolory
Oprawa twarda
Wyd. Babaryba